Strona główna Sport Nie robię niczego nadzwyczajnego

Nie robię niczego nadzwyczajnego

97
0
PODZIEL SIĘ

Z Andrzejem Paluchem, Przyjacielem Sportu w plebiscycie naszego tygodnika, rozmawia Tomasz Ertman

 Zostałeś wybrany przez kapitułę Plebiscytu Expressu Sochaczewskiego Przyjacielem Sportu 2016 roku. Czy spodziewałeś się tego wyróżnienia?

Nie spodziewałem się tego wyróżnienia. Jestem cały czas aktywny i lubię robić wiele rzeczy społecznie od wielu lat. To co robię, zajmuje praktycznie cały mój wolny czas. Klub, mecze, Internet, a oprócz tego trzeba pracować. Da się jednak to wszystko pogodzić.

Czy według Ciebie robisz coś nadzwyczajnego?

Nie robię nic nadzwyczajnego. Przez wiele lat otaczali i obecnie otaczają mnie ludzie lub działacze, o których można powiedzieć, że robią coś nadzwyczajnego. Ludzie, którzy organizują koncerty – związani całe życie z muzyką. Ludzie związani ze sportem – działacze, trenerzy, którzy poświęcają swój wolny czas, aby być z zawodnikami, a niekiedy wykładają też własne pieniądze. Niektórzy w sporcie są dłużej niż ja, od zawodnika poprzez trenera, aż do działacza. I to oni są nadzwyczajni – na pewno nie ja.

Jesteś związany z Orkanem Sochaczew, a zwłaszcza z sekcją piłki nożnej. Od kiedy trwa twoja miłość do tego klubu i sportu?

Ze sportem, a właściwie z piłką nożną na wysokim szczeblu, jestem związany od 1981 roku, od pierwszego wyjazdu na mecz Legii Warszawa. Od tego czasu obejrzałem wiele meczów Legii i zwiedziłem sporo stadionów. W „Orkanie” działam od 1989 roku. Najpierw jako kibic, a obecnie jako działacz. Jako kibic wydawałem gazetki, organizowałem wyjazdy, wydawałem szaliki i robiłem malowane flagi. Tworzyłem oprawy na meczach oraz zbierałem informacje na temat historii klubu. Jako działacz mam sporo więcej obowiązków. Pełnię w klubie wiele funkcji, m.in. w zarządzie oraz przy organizacji meczów na stadionie.

Czy kiedyś uprawiałeś jakąś dyscyplinę sportową?

Nie, nigdy nie uprawiałem żadnej dyscypliny. Po wypadku podczas gry w piłkę nożną na placu przed blokiem, gdzie mieszkałem, przestałem grać. Ale piłka została w sercu i jest do chwili obecnej.

Posiadasz ogromną ilość pamiątek związanych z sochaczewskim sportem. Co masz w swojej kolekcji?

Najwięcej mam pamiątek i dokumentów o „Orkanie”, ale trafiają się także o innych sochaczewskich klubach. Z grubsza podam to, co mam o „Orkanie”, bo jestem z nim związany. Zaczniemy od skanów dokumentów i gazet z informacjami o TUR „Naprzód” z okresu międzywojennego. Z powojennych rzeczy też spora ilość dokumentów i skanów z prasy o TUR „Naprzód”, ZS „Gwardia”, ZS „Start”. Posiadam część protokołów z posiedzeń zarządu klubu, deklaracje członkowskie, karty zawodników, plany rozbudowy stadionu, dokumenty klubowe z KS „Start Orkan” od 1964 roku do 1989. Najwięcej mam z okresu po 1991 roku, kiedy zacząłem działać w klubie. Są to: koszulki, dresy, wlepki, szaliki, karty zawodników, legitymacje, naszywki, proporczyki, znaczki, bilety, flagi kibiców, plakaty informacyjne z Sochaczewa i meczy wyjazdowych, kalendarze, zdjęcia kibiców, wszystkie numery gazetek wydawanych na Orkanie, wycinki z prasy itd. Posiadam także sporą kolekcję zdjęć, wyników i składów drużyn prawie ze wszystkich sezonów do dnia dzisiejszego. Cały czas coś przybywa. Ostatni mój nabytek to bluza bramkarska z 1994 roku, którą otrzymałem od zawodnika.

W jaki sposób zdobywasz swoje „trofea”?

Od 1989 roku, jak jeszcze istniał MKS „Orkan”, wiele rzeczy otrzymałem z klubu. Zdobyłem też wiele przedmiotów od starszych osób grających w poprzednich latach w klubie. Wiele dokumentów i wyników posiadam z archiwów i bibliotek w Warszawie, Łowiczu, Łodzi, Grodzisku Mazowieckim, Otwocku, a nawet z Nidzicy. No cóż, żeby je zdobyć, trzeba było trochę pozwiedzać Polski. Sporo zdjęć, a także wyników, składów otrzymałem od zawodników, trenerów, działaczy i kibiców, którzy w poprzednich latach zbierali i zapisywali je w swoich kronikach.

Co zamierzasz zrobić ze swoim archiwum oraz pamiątkami sportowymi?

Kiedyś były plany utworzenia Sochaczewskiego Muzeum Sportu. Nie udało się tego zrealizować. Obecnie liczę, że uda się zbudować nowy budynek klubowy na stadionie przy ulicy Warszawskiej 80. Wtedy wszystko oddam, a jest tego sporo, i pomogę w ekspozycji zbiorów.

 Jesteś autorem i wydawcą gazetek o Orkanie. Przybliż Czytelnikom Expressu Sochaczewskiego tę dziedzinę twojej działalności.

„Nasz Orkan” nie był moim pierwszym wydawnictwem wydawanym (kserowanym) dotyczącym klubu „Orkan”. Pierwszym biuletynem był „Nasz eMKaeS”. Pierwszy numer ukazał się w 1992, a ostatni w 1995 roku. Ukazało się 35 numerów. Po kilku latach przerwy ruszyłem z nową gazetką. W 1997 roku zacząłem wydawać K.O.P.F. (Kibice Orkana Przeciw Faszyzmowi). Po rozpadzie grupy K.O.P.F w 2003 roku wróciłem do starej nazwy „Nasz EMKaeS”, a już po reaktywacji „Orkana” w 2014 zmieniłem nazwę na „Nasz Orkan”. Ostatni, 365 numer ukazał się w 2016 roku. Gazetka w większości zawierała składy, wyniki, tabele i opisy meczowe, zdjęcia z meczów i wyjazdów kibiców. Na początku lat 90. ciężko było zdobyć wyniki innych drużyn i stworzyć tabele, sporo mnie kosztowały rozmowy telefoniczne z Okręgowym Związkiem Piłki Nożnej. Później w dobie Internetu to już było proste. Biuletyn był wydawany na każdy mecz seniorów w Sochaczewie.

Obecnie piłkarze drużyny seniorów Orkana grają w Płockiej Klasie B. Czy jest szansa na to, żeby ta drużyna wróciła do dawnej świetności?

Po rozpadzie Miejskiego Klubu Sportowego „Orkan” i reaktywacji klubu w 2014 roku, musieliśmy zacząć rozgrywki seniorskie od najniższej klasy rozgrywkowej. Czy jest szansa na wyższą klasę, na pewno tak. Ale trzeba wygrywać mecze, a to się nie zawsze udaje. Po zakończeniu, w czerwcu, sezonu 2016/2017 z Klasy B do A awansują dwie drużyny, więc trzeba walczyć i mam nadzieję, że to się uda. Seniorzy „Orkana” nie są jeszcze na straconej pozycji. Dopiero rozpoczęła się runda wiosenna i jest jeszcze sporo meczów do rozegrania.

Wróćmy do twojego archiwum. Są w nim materiały dotyczące nie tylko sochaczewskiego sportu.

Jeżeli chcesz zbierać wszystko, to musisz mieć jakieś warunki, żeby te materiały gdzieś trzymać. Ja takich nie ma mam, wszystko trzymam w domu. Najwięcej mam informacji i gadżetów na temat sochaczewskiego sportu, ale znalazło się także miejsce na inne rzeczy. Posiadam trochę materiałów na temat Sochaczewa, sochaczewskiej sceny rockowej, działalności nieformalnych grup młodzieżowych z lat 80. i 90.

 Z tego, co się dowiedziałem, szykujesz publikację na temat sochaczewskiego Sokoła.

Tak, na razie to są plany. Może uda mi się je zrealizować pod koniec tego roku, bo cały czas coś znajduję. Jeszcze muszę wybrać się do archiwów w Płocku, Kutnie i Rembertowie, może tam coś znajdę. Podczas zbierania informacji na temat mojego klubu w okresie międzywojennym, znalazłem sporo dokumentów i wycinków prasowych o T.G. „Sokół” z lat 1928 -1939, którego pierwszym prezesem był Ignacy Włodzimierz Garbolewski, dziedzic Czerwonki. Aktualnie urosło to wszystko do dużych rozmiarów, więc nie wiem, czy to będzie broszurka, czy to będzie cykl artykułów w prasie.

Znany też jesteś w kręgu kontrkultury. Organizowałeś nawet koncerty muzyczne. Opowiedz o tym rozdziale swojego życia.

Rozmawiamy o sporcie, i niech tak zostanie. To pytanie niech na razie pozostanie bez odpowiedzi.

Sporo tego, jak na jednego człowieka. Właśnie, jaki na co dzień jest Andrzej Paluch?

Aktywny, spokojny i opanowany.

Jakie plany osobiste i te związane z działalnością społeczną masz na rok 2017?

Plany osobiste? Nie ma aż tak ważnych. Co do działalności, to dalej K.S. „Orkan” Sochaczew. Oprócz „Orkana” publikacja o T.G. „Sokół”. Przygotowywany jest także materiał na temat pierwszego sochaczewianina, który przeleciał przed wojną samolotem na gapę z Warszawy do Katowic. Obie publikacje przygotowuję z Radkiem Jarosińskim z portalu „Stary Sochaczew”, z którym współpracuję już kilka lat. Zbieram też materiały do biografii Ryszarda Łakomskiego, a także lekkoatlety Wacława Duplickiego, który był honorowym członkiem KS „Orkan” Sochaczew.

Życzę ich spełnienia i dziękuję za interesującą rozmowę.

Fot. Krzysztof Lewandowski