Strona główna Kultura PRZYPADKIEM ODKRYŁAM MÓJ KOLOROWY ŚWIAT

PRZYPADKIEM ODKRYŁAM MÓJ KOLOROWY ŚWIAT

57
0
PODZIEL SIĘ

z Gabrielą Frej, artystką wykonującą ozdoby świąteczne – w tym malowane i zdobione unikalnie jajka wielkanocne. rozmawia Bogumiła Nowak

Pani zawód praktycznie nie ma nic wspólnego z tym czym zajęła się Pani na emeryturze. Co prawda rękodzieło wymaga precyzji i staranności, a temu pewnie sprzyjają wcześniej zdobyte umiejętności zawodowe?
Całe moje życie zawodowe to były cyferki bankowe. Nie miało to więc nic wspólnego z artystyczną twórczością i wykonywaniem rękodzieła. Jednak moja drobiazgowość przy tworzeniu ozdób też się świetnie przydała. Jest wręcz nieodzowna. No i ta moja cierpliwość. Sięgając do czasów mojej młodości można by powiedzieć, że zawsze drzemała we mnie artystyczna dusza. Odkąd pamiętam chciałam sama wykonać to, co mnie zachwyciło. A teraz, po zawodowym wypaleniu, się przypomniałam sobie swoje umiejętności. No i mam w końcu więcej czasu na swoje hobby. Natomiast nigdy, co muszę zaznaczyć, nie malowałam. Więc odkrywam wszystko, cały świat kolorów, krok po kroku.
Wcześniej zastanawiałam się wiele razy, skąd to się u mnie wzięło, bo przecież nigdzie tego się nie uczyłam. Drążąc temat swoich umiejętności dotarło do mnie, że to jest dziedzictwo, jakie otrzymałam po przodkach. W mojej rodzinie po kądzieli było sporo talentów z różnych dziedzin, a ja po prostu ze szczegółami przypomniałam sobie o nich teraz.

Co sprawiło, że zajęła się Pani wykonywaniem świątecznych ozdób – bombek na Boże Narodzenie oraz psianek na Wielkanoc?
Dzieci dorosły i wraz z powiększeniem się rodziny zostało tzw. puste gniazdo. Ale nie to było głównym powodem szukania sobie zajęcia. Po prostu, potrzebowałam coś robić, aby się nie nudzić. W poszukiwaniu zajęcia w zaciszu domowym wpadłam na pomysł, aby zrobić ozdoby świąteczne do domu i dla swoich dorosłych dzieci. Początek nie był skomplikowany. Były to ręcznie robione na szydełku koszulki na jajka do koszyczka. Musiały być oczywiście jeszcze przybrane kwiatuszkami i perełkami, a także w kolorach, które najbardziej lubią obdarowani. Jednak to było dość dawno. Odtąd wiele się zmieniło. Jakiś czas temu, w zamian za swe „szydełkowe koszulki”, dostałam w prezencie małe, pomalowane jajeczko. Zachwyciło mnie ono od razu. Tak bardzo, że zapragnęłam chwycić za pędzelek i zmierzyć się z tym wyzwaniem. Jednak długo nosiłam się z zamiarem, aby samej spróbować stworzyć podobne dziełko. W końcu to nastąpiło.

Pamięta Pani ten swój pisankowy debiut?
Pierwsza moja pisanka była brzydka, nawet bardzo brzydka. Pamiętam, że ręce mi się trzęsły, ale jednak nie zraziłam się niepowodzeniem. Próbowałam mozolnie dalej w myśl zasady, że praktyka czyni mistrza. Kusiło mnie poza tym, aby udoskonalić swe umiejętności. Z każdym kolejnym jajkiem szło coraz lepiej. I tak już trzeci sezon maluję wielkanocne pisanki, z roku na rok poprawiając ich wygląd. Staram się, aby każda była inna. Jedne są ozdobione koralikami, dżetami, perełkami, a inne kokardkami lub namalowanymi falbankami w różnych kolorach. Kilka razy nawet spróbowałam wykonać ażurowe pisanki. Wiercone otworki –wzorki w wydmuszkach dają bardzo ładny efekt Mam zamiar poćwiczyć tę technikę oczywiście malując je w motywy kwiatowe pasujące do ażuru wykonanego wcześniej.

Malowanie pisanek to żmudna praca, gdyż wymaga wielu godzin wykonywania precyzyjnych ozdób. Czy przystępując do pracy wie Pani, co chce stworzyć, czy dzieło wręcz odwrotnie powstaje krok po kroku?
Te małe „cudeńka”, jak to mówią inni, są rzeczywiście w miarę precyzyjnie wykonane. Początki nie były łatwe. Bardziej inni we mnie uwierzyli, niż ja sama. I to przekonało mnie, że muszę pracować nad sobą. Moje myśli o dalszym tworzeniu były różne. Stopniowo przychodziły do głowy niepowtarzalne pomysły. Niektóre lepsze, niektóre niekoniecznie. Wszystkie sprawdzałam w praktyce. Jednym z pomysłów było malowania wzorków na bombkach. Tu też rodziły się nowości i zaskakujące wzory.

Prezentuje Pani swoje dzieła na kiermaszach świątecznych. Ostatnio jednak prace można było podziwiać na wystawie w „Jezioranach”, gdzie pokazała Pani prawdziwe arcydzieła.
Po raz pierwszy moje dzieła ujrzały światło dzienne na kiermaszu świątecznym. Zdecydowałam się za namową wziąć w nim udział. To było trudne wyzwanie. Jednak uznanie dla tego, co pokazałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Moje prace znalazły również aprobatę na wystawie z okazji Dnia Nauczyciela w Kramnicach. Zostałam zaproszona jako osoba zaprzyjaźniona z tym Klubem. Okazało się, że moja twórczość przypadła do gustu wielu osobom i bardzo im za to dziękuje, bo takie uznanie uskrzydla mnie do dalszej pracy. Tu mogłabym rzec, że przez to rodzi się twórcza wena.
Za namową wspaniałych przyjaciół, których poznałam dzięki temu, co tworzę moje pisanki były wystawione na wystawie w Gospodarstwie Agroturystycznym „Jeziorany” w Kożuszkach Parceli, gdzie odbywają się cykliczne „Spotkania ze Sztuką”. W tych pisankach można było zobaczyć nie tylko tradycję. ale również współczesne trendy.

Skąd czerpie Pani pomysły i inspiracje do zdobień? Ile czasu trwa zrobienie tego mikro dzieła sztuki?
Oj sporo pochłania mi to czasu. Nigdy też nie wiem przed malowaniem, jak będzie wyglądała pisanka. W trakcie pracy przychodzi pomysł, a niekiedy inaczej wygląda niż zaplanowałam tzn. zaskakująco lepiej. Końcowe dekorowanie jednak musi pasować do całości. Tak, to wszystko wymaga ogromu czasu i precyzji, ale taka jestem z natury i nie przeszkadza mi to, że muszę dopracować każdy szczegół. Nie szkodzi też, że czasem trwa to do godziny 1. w nocy lub dłużej.
Na pytanie, ile czasu poświęcam na jedną pracę, nie potrafię precyzyjnie odpowiedzieć. U mnie jest taka zasada, że to co robię ma dobrze wyglądać. To nie jest produkcja. Ja tworzę czasami kilka pisanek jednocześnie, i nie od razu kończę wszystkie rozpoczęte w tym samym czasie. Poza tym specyfika mojego malowania polega na tym, że za zakończone uważam je wtedy, gdy nic im już nie brakuje. Czasami wracam, aby coś dodać, bo po pewnym czasie inaczej widzę dane jajko. To może trudne do wytłumaczenia, ale mniej więcej tak to wygląda. Niestety nie mam okazji porównać się do podobnego twórcy pisanek. Ponieważ nie spotkałam w okolicy jajek podobnie malowanych, jednym ruchem pędzelka w dwóch lub trzech kolorach.

Powstają nie tylko tradycyjne wzory, ale też koronki i prawdziwe obrazy. Czy Pani twórczość zamknie się na tych małych dziełach sztuki, czy stworzy Pani coś jeszcze? Może miniatury malarskie?
Dużym powodzeniem cieszą się pisanki czarno-białe wyeksponowane w odpowiedni sposób. Ten styl jest wymyślony przeze mnie na prośbę córki, gdzie na białym są czarne kwiaty, a na czarnym białe, przechodząc jako cieniowane. Lecz najpiękniejsza jest tradycyjna wiosenna kolorystyka i tych jest najwięcej. Zdarzają się też takie z dodatkiem złotego, mojego ulubionego koloru, jak również w odcieniach blue i kobaltu.
Wszystko co tworzę traktuję raczej jako hobby. Zawsze na Wielkanoc dzielę się pisankami jako symbolem życia. Czy nadal będę kontynuować to hobby? W miarę swoich możliwości tak. Dla mnie jest to rodzajem terapii. Na razie nie odnajduję się jeszcze w malowaniu na płaszczyźnie, choć próbuję i na tym polu. Wiele moich prac jest spontanicznych, nie planowanych. Pewnego wieczoru na szybko namalowałam mini obrazek. Były to róże na blejtramie 18 na 18 centymetrów w akrylu. To było 25 maja, a na drugi dzień podarowałam go na Dzień Matki. Zachwyt był bardzo duży i zaskoczenie. To jedyne, jak dotąd moje dzieło na płaszczyźnie. Może kiedyś będzie inne?

Co Panią szczególnie w sztuce pasjonuje?
Myślę, że trochę za późno już, abym coś więcej osiągnęła w sztuce. To moje hobby mi w zupełności wystarczy. Oczywiście staram się w miarę możliwości o swój rozwój. Mam od dawna chęć spróbowania innych technik twórczych, ale to na razie niech pozostanie tajemnicą. Jedynie co mogę dodać w tym temacie, to próba malowania na szkle mi się spodobała.
Jeśli chodzi o sztukę, to podziwiam wiele znanych mi lokalnych twórców. Bywam na ich wystawach. Pasjonuje mnie również genealogia, stara fotografia i skrupulatnie przechowuję stare, rodzinne pamiątki. Fotografię cyfrową odkryłam niedawno, po otrzymaniu prezentu w postaci aparatu. Nawet czasami uda mi się ciekawe ujęcie zrobić. Traktuje to jednak jako kolejne, sezonowe hobby.

Jak Pani dorobek i twórczą pasję ocena rodzina? Czy bliscy popierają Pani twórcze działania?
Rodzina oczywiście wspiera mnie od początku. Mąż i dzieci byli świadkami powstawania pierwszych pisanek. Jednak najbardziej szczerze i z upodobaniem moje prace ogląda wnuczka Maja. Gdy przychodzi do mnie, to zawsze musimy koniecznie razem malować. Naśladując moje ruchy udało jej się nawet jedną pisankę z moją pomocą stworzyć. I to jest najważniejsze wsparcie. Podczas pracy przy malowaniu towarzyszy mi zawsze muzyka. Uwielbiam słuchać niekiedy podśpiewując, gdy mnie nikt nie słyszy.

Jakie plany artystyczne ma Pani na najbliższy czas?
Co do planów na przyszłość, to nie mam takich. To, co przydarzyło mi się do tej pory nie było planowane. Podsumowując przyszła mi taka myśl, a może jeszcze nie odkryłam wszystkiego u siebie, bo nie miałam wcześniej możliwości. Może jeszcze będzie okazja i opowiem o tym. A czym się jeszcze zajmuję, to osobny temat. Nie o wszystkim chcę mówić, bo coś chcę zachować tylko dla siebie. A tymczasem z okazji zbliżających się świąt życzę wszystkim czytelnikom Expressu Sochaczewskiego wszystkiego najlepszego.

Ja również w imieniu Redakcji oraz czytelników życzę, dalszych sukcesów i pięknych ozdób świątecznych i dziękuję za rozmowę