Strona główna Sochaczew miasto KIEROWNICZKA OKRADŁA SKLEP

KIEROWNICZKA OKRADŁA SKLEP

116
0
PODZIEL SIĘ

Ile trwał złodziejski proceder kierowniczki sochaczewskiego marketu „Delikatesy Centrum” na osiedlu przy ulicy Dywizjonu 303, ustala policji oraz dyrekcja sieci. Jednak już wstępne wyliczenia wskazują, że uszczupliła ona kasę tylko jednego z kilku prowadzonych przez siebie sklepów na kwotę kilkunastu tysięcy złotych.

Dyrekcja sieci „Delikatesy Centrum” już kilka miesięcy temu podejrzewała, że coś z jej sochaczewskim oddziałem nie jest w porządku. Podejrzenia wzbudziła duża liczba kradzieży, w tym drogich alkoholi. Co mogło wskazywać, że złodziejem jest ktoś z personelu marketu.
– Każdy sklep, a szczególnie samoobsługowy w swoją działalność ma wpisane kradzieże. Tego po prostu nie da się uniknąć. Przeważnie ginie jednak towar o niskiej wartości: batony, gumy, piwo. Czyli to, co łatwo jest schować w kieszeni. Problem zaczyna pojawiać się, gdy ze sklepu znika towar o dużej wartości jednostkowej, jak na przykład drogie alkohole. W większości są one zapakowane w firmowe pudełka. A to powoduje, że nie można ich schować do kieszeni czy torebki. W niektórych sklepach na takie produkty zakładane są klipsy antykradzieżowe, a gdy mimo tego towar znika, wtedy pierwszym podejrzany staje się personel – powiedział nam jeden z właścicieli innej sieci sklepów na terenie Sochaczewa.

Po nitce do kłębka

Szefostwo sieci powoli zaczęło eliminować poszczególne osoby z personelu, aż w końcu wytypowano Anetę L., kierowniczkę marketu. Ponieważ nie było przeciwko niej żadnych dowodów, to zaczęto ją dyskretnie obserwować. Chciano ją złapać na gorącym uczynku, i to się w końcu udało.
Kobieta wpadła w czwartek, 30 marca. Wtedy to pracownicy centrali przyjechali do Sochaczewa. W jej samochodzie znaleziono wyniesione ze sklepu produkty, na które nie miała żadnych rachunków. Nie potrafiła także wytłumaczyć, dlaczego tam trafił towar ze sklepu.
Wezwanym na miejsce policjantom nie pozostało nic innego, jak zatrzymać kobietę.
Z naszych informacji wynika, że Aneta L. czuła się bezkarna, o czym może świadczyć fakt, że widząc, iż na terenie sklepu funkcjonuje system monitoringu – obejmujący wszystkie pomieszczenia z wyjątkiem toalet – dokonywała kradzieży pod okiem kamer. I właśnie zapis monitoringu pozwolił pracownikom centrali na wytypowanie, a następnie na złapanie złodziejki. Jak zdołaliśmy ustalić, oprócz samej kradzieży towaru Aneta L. dokonywała także fałszowania dokumentów sklepowych, w tym faktur.
Mechanizm działania złodziejki był prosty. Kobieta pobierała towar ze sklepu w Sochaczewie, głównie drogie alkohole, papierosy i słodycze, mówiąc podległym pracownikom, że trafi on do innych marketów, w których była kierowniczką i tam zostanie sprzedany. Nigdy jednak tam nie trafiał.
Z naszych informacji wynika, że towar był dostarczany do podwarszawskich restauracji, gdzie następnie był sprzedawany. Alkohol miał być również zawożony do jednej z restauracji w Płońsku. Z niepotwierdzonych informacji wynika, że policja zrobiła tam już nalot. Sprawdzono także inne miejsca, gdzie kierowniczka miała jakoby upłynniać część wynoszonych ze sklepu produktów.

Liczą straty

Jak długo trwał ten złodziejski proceder, to ustala policja i prokuratura. Aneta L. była kierowniczką nie tylko sklepu w Sochaczewie, ale także dwóch innych na terenie Warszawy, gdzie także mogło dość do kradzieży.
– Do tej pory straty firmy, poniesione w wyniku przestępczej działalności zatrzymanej, wyceniono wstępnie na kilkanaście tysięcy złotych – poinformował nas Paweł Rynkiewicz z Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie. Niewykluczone jednak, że wartość zagarniętego mienia okaże się znacznie wyższa, ponieważ trwa obecnie sprawdzanie całej dokumentacji nie tylko sklepu przy Dywizjonu 303, ale również pozostałych, którymi zarządzała zatrzymana.
Złodziejce grozi kara nie tylko za kradzież, ale również za fałszowanie dokumentów, to ostatnie przestępstwo jest zagrożone karą do pięciu lat więzienia.
Wyroków mogą się także spodziewać osoby, które kupowały skradziony towar od Anety L., a następnie wprowadzały go do obiegu. W tym przypadku chodzi o tzw. paserstwo, za co grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Jerzy Szostak

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKronika policyjna
Następny artykułLatając topole