Strona główna Młodzieszyn NIE CHCE MIESZKAĆ W ZABYTKU WOLI W RUINIE

NIE CHCE MIESZKAĆ W ZABYTKU WOLI W RUINIE

156
0
PODZIEL SIĘ

Paweł Grabowski, wychowanek domu dziecka, twierdzi, że został pozbawiony możliwości mieszkania na terenie gminy Młodzieszyn, gdzie jest zameldowany. O sprawie jego bezdomności pisaliśmy w numerze 9 „Expressu Sochaczewskiego”. Młody mężczyzna jest zdania, że gmina powinna zapewnić mu odpowiednie lokum do mieszkania. Proponowano jednak lokum w bardzo złym stanie. Na co się nie zgodził i od wielu miesięcy tuła się po ludziach. W Urzędzie Gminy Młodzieszyn twierdzą natomiast, że robią wszystko, aby zobowiązania wobec Pawła Grabowskiego wypełnić, ale mają ograniczone możliwości.

– Gmina nie posiada żadnych zasobów komunalnych. Dysponujemy jedynie starą bazą lokalową z końca XVIII i początku XIX wieku. To zabudowania po funkcjonującej niegdyś cukrowni. Są one w bardzo złym stanie technicznym – mówi Monika Pietrzyk, wójt gminy Młodzieszyn.
Są tam lokale mające około 25 metrów kwadratowych. Czynsz z tych lokali wynosi około 25-30 złotych, licząc 1 złoty za jeden metr.

Lokale sprzed 200 lat

– Pan Paweł Grabowski po skończeniu szkoły wystąpił do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Sochaczewie o wsparcie go w postaci przydzielenia mu lokalu mieszkalnego jako mieszkańcowi gminy. Tak wynikało z meldunku, jaki posiadał. Centrum wystąpiło do wójta gminy Młodzieszyn o jakiś lokal dla tego wychowanka Domu Dziecka – mówi Karol Jarka, kierownik referatu gospodarki komunalnej i nieruchomości oraz ochrony środowiska w Urzędzie Gminy Młodzieszyn – W związku z tym, że wtedy nie mieliśmy żadnych lokali, wynajęliśmy w Witkowicach mieszkanie od spółdzielni lokatorskiej w Sochaczewie. Było to na zasadzie podnajmu i przekazaliśmy je panu Gradowskiemu do użytkowania. Czynsz wynosił tam 100 złotych miesięcznie. Pan Grabowski miał tylko opłacać śmieci i wodę.
Sytuacja była stabilna do wiosny 2016 roku. Wtedy skończyła się umowa najmu. Po tym czasie Paweł Grabowski wystąpił o jej przedłużenie. A urząd na podstawie jego wniosku zwrócił się do spółdzielni mieszkaniowej o kontynuowanie umowy. Wtedy jednak zaczęły się problemy.
– Niestety, ale spółdzielnia mieszkaniowa podniosła nam czynsz na to mieszkanie ze 100 na 300 złotych. W związku z powyższym, że czynsz ten to dziesięciokrotna suma tego, co płaci się u nas w Młodzieszynie, w budynkach komunalnych, nie zgodziliśmy się na to – stwierdza wójt gminy.
Jak zaznacza, spółdzielnia wcześniej chciała blok w Witkowicach sprzedać gminie, ale kiedy ta go nie kupiła, to w sytuacji zgłoszenia sprawy podnajmu usiłowano wpłynąć na gminę, dyktując jej wysoką cenę najmu.
– To była taka forma nacisku na nas. Ze spółdzielni dostaliśmy pismo, że pan Grabowski ma opuścić wynajmowane mieszkanie. Nie zgodziliśmy się na czynsz 300 złotych, i zaproponowaliśmy mu spotkanie. Pokazaliśmy wtedy dwa mieszkania, które mu zaproponowaliśmy – stwierdza Monika Pietrzyk – Standard proponowanych mieszkań nie jest jakiś wysoki, bo jak wspomnieliśmy budynki są z początku XIX wieku. Nie mamy możliwości zaproponowania mu czegoś ekskluzywnego na miarę XXI wieku, bo nie mamy nic takiego. I nie dysponujemy innymi lokalami w gminie. Dajemy to, co mamy.

Nie chciał robić remontu

21-letni Paweł Grabowski wraz ze swoją byłą opiekunką Marianną Młot z Piechocina obejrzeli lokale, ale nie wykazali entuzjazmu.
– Jedno mieszkanie było do remontu, a drugie faktycznie trochę małe. Nie przyjęli oni żadnego z tych dwóch proponowanych im – dodaje Anna Jasińska, pracownik Urzędu Gminy w Młodzieszynie – W tych budynkach brak jest wentylacji, centralnego ogrzewania, nie ma też toalet, chyba, że ktoś je sobie sam indywidualnie zrobi. Jak w XIX wieku wyjście z korytarza jest bezpośrednio do izby. Panu Grabowskiemu nie odpowiadał standard tych mieszkań.
Pracownicy gminy zaznaczają, że i tak władze gminne wykazały maksimum dobrej woli, przenosząc jego meble z opuszczonego mieszkania w Witkowicach do szkoły w Starych Budach.
– Jestem obecnie w sytuacji bez wyjścia. Już prawie rok tułam się po ludziach, bo nie mam mieszkania. Mam meldunek w Helence, w gminie Młodzieszyn i to władze tej gminy powinny zapewnić mi dach nad głową. Mieszkam praktycznie nigdzie – żalił się 21-latek.
Wójt gminy jednak rozkłada ręce. Monika Pietrzyk stwierdza, że w obecnej sytuacji niewiele może dać poza miejscem zamieszkania w domach liczących w sumie ponad 200 lat.
– Nie da się uratować czegoś starego i rozwalającego się. Nie da się z tego zrobić czegoś w dobrym stanie – zaznacza Monika Pietrzyk – Obecnie mamy jeszcze jednego podopiecznego z domu dziecka i jemu też musimy zapewnić mieszkanie w budynku komunalnym. To nie tak, że my nie dajemy. Tylko standard taki jest, a nie inny i to jest to problem.
Proponowane mieszkania były do remontu. I właśnie to było, jak stwierdził Paweł Grabowski główną przeszkodą. Po pierwsze nie miał środków na remont, jako osoba jeszcze się ucząca, a po drugie stwierdził, że lokal powinien nadawać się do zamieszkania. Jednak w urzędzie gminy stwierdzają, że gdyby jemu wyremontowali, to wszyscy inni by tego chcieli na zasadzie „A dlaczego, jemu zrobiliście a nam nie. To teraz nam zróbcie”. A gminy na to nie stać, jak twierdzą urzędnicy. Nie stać też na wynajem lokum w Sochaczewie. Sugerowano, by gmina dołożyła się do wynajmu. Uznano jednak, że koszty byłyby jeszcze większe, jak w przypadku odrzuconej umowy podnajmu w Witkowicach.
Jak dodaje wójt, mieszkanie proponowane Pawłowi dostała samotna matka z dwójką dzieci. –– Zrobiła sobie malutki remont. Jest zadowolona i mieszka. Mieszkanie, które też zaproponowaliśmy panu Pawłowi w domu nauczyciela, również już jest wynajęte. Potrzeb jest u nas bardzo dużo, a mieszkań bardzo mało – stwierdza wójt.

Trwa bój o meldunek

Zgłaszanym przez Pawła Grabowskiego problemem było to, że podpisano z nim umowę tylko na rok, co w jego odczuciu rodziło ryzyko braku stabilności i możliwość tego, że może znaleźć się na bruku w każdej chwili.
– Nikomu nie dajemy umowy na czas nieokreślony, właśnie ze względu na złe warunki. To mieszkania komunalne o bardzo niskim standardzie. Nie daj Boże, że zacznie się coś walić, wtedy musimy mieć możliwość wyprowadzenia mieszkańców – zaznacza Anna Jasińska – Co roku przedłużamy umowę, jeśli budynek spełnia minimalne warunki. A i tak, przy tak niskich czynszach, 30 procent lokatorów nie płaci.
– Dajemy to, co mamy, ale myślimy o wybudowaniu budynku komunalnego. Jesteśmy na etapie planowania i ewentualnego jego postawienia. Szukamy odpowiedniej lokalizacji – stwierdza Monika Pietrzyk.
Jednak nowy dom komunalny w gminie, to jak na razie odległa przyszłość. Tymczasem pozostaje sprawa lokum dla Pawła Grabowskiego. Jego sugestia o utrzymaniu meldunku w dawnym domu rodzinnym w Helence raczej nie ma szans, gdyż 31 stycznia wszczęte zostało postępowanie administracyjne na wniosek Roberta Szałaja, który nabył nieruchomość.
– Ta ziemia została sprzedana przez ciotki chłopaka. Nabyłem ją na prośbę rodziny, która wiedziała, że gospodarstwo przylega do moich terenów. Rodzina Pawła Grabowskiego, poza nim samym, wymeldowała się stamtąd. Jedynie on tego nie wykonał. Przyjechał do mnie razem z panią Młot i postawili mi warunek, że on się wymelduje, o ile zapłacę im za to 10 tysięcy złotych. Po konsultacji z prawnikiem odpowiedziałem, że im nie zapłacę i zgłosiłem wniosek o wymeldowanie Grabowskiego z pobytu stałego w tym miejscu w trybie administracyjnym – mówi Robert Szałaj, mieszkaniec Helenki.
Marzenia Pawła o zamieszkaniu w Helence są zatem raczej nierealne. Dom na sprzedanej posesji, to od wielu lat totalna ruina. Jak zaznacza Robert Szałaj, co najmniej od 10. Meldunek w Helence 21-latka to kwestia przepisów, a te mówią, że po roku braku pobytu w danym miejscu, dana osoba może być wymeldowana administracyjnie. Jednak Paweł liczy na to, że mimo wszystko uda mu się zachować meldunek. Tym bardziej, że na terenie gminy mieszka jego ojciec. Jednak senior Grabowski nie wykazuje zainteresowania swą pociechą. Co prawda, jak zaznacza wójt Pietrzyk, ma jakiś kontakt z synem, ale nie wspiera go. Sam zresztą mieszka kątem u przyjaciółki i korzysta z opieki społecznej.
Jak potoczy się sprawa, trudno przewidzieć, gdyż racje są podzielone. I właściwie każda ze stron ma w tym konflikcie część racji. Decyzja o meldunku zapadnie 31 marca.
Bogumiła Nowak