Strona główna Lokalnie WIELKA WODA NA RAZIE NIE GROZI

WIELKA WODA NA RAZIE NIE GROZI

57
0
PODZIEL SIĘ

Koniec zimy i roztopy zwykle budzą obawy w gminach powiatu sochaczewskiego, przez które przepływają największe rzeki – Bzura i Wisła. Pamięć „wielkiej wody” jest ciągle świeża, i wystarczy, że poziom wody nieco się podniesie, aby mieszkańcy obawiali się najgorszego – podtopień i powodzi. Na razie jednak w gminach uspokajają. Choć jest mokro, nic nie zapowiada kataklizmu.

Tegoroczna zima była inna od tych na przestrzeni prawie 10 lat. Śniegu było umiarkowanie, ale więcej niż w ostatnich latach. Jednak nietypowo grunt przemarzł. Średnio zimą zmarzlina dochodzi maksymalnie do 10 cm. Tym razem na niektórych terenach grunt zamarzł nawet do 70-100 cm. Efekt tego odbił się przy pierwszych roztopach. Po wierzchu ziemia była rozmarznięta, a wewnątrz jeszcze nie. Tym sposobem, jak informują w spółkach wodnych na terenie powiatu sochaczewskiego, woda nie spływa, ale zatrzymuje się i tworzy czasem rozlewiska.
– W wielu miejscach woda jeszcze nie rozmarzła. Jest tak, że na 30 cm jest błoto i stoi tam woda, a głębiej twardy i zmarznięty grunt. Trzeba poczekać, aż wszystko puści. To potrwa jeszcze trochę, gdyż temperatury są jeszcze niskie. Jednak nie grożą nam większe podtopienia i powodzie w tym roku. Przynajmniej na razie – mówi Piotr Przybylski, prezes Gminnej Spółki Wodnej w Rybnie.
Podobna sytuacja jest na terenie Teresina i Iłowa. W rejonie gmin Brochów i Sochaczew na razie nie ma większych zgłoszeń, dotyczących zalań spowodowanych roztopami lub większą ilością opadów.

Trzeba dbać o rowy

Sporadyczne podtopienia pół oraz terenów mieszkalnych zdarzają się praktycznie przez cały rok. Prezesi spółek wodnych z powiatu sochaczewskiego uważają, że priorytetem w ich działaniu jest stały nadzór nad rowami melioracyjnymi, stałe ich udrażnianie i naprawa wszelkich zgłaszanych awarii. A te, szczególnie po zimie zdarzają się najczęściej.
O tym, jak ważne jest, aby melioracja była sprawna, przekonała się pani Anna, jedna z mieszkanek Kuznocina. Od pięciu lat walczy z zalewającymi ją sąsiadami, którzy przy swym domu zabetonowali rurę melioracyjną. Woda nie ma odpływu, zbiera się i stale zalewa działkę, zagrażając domowi kuznocinanki.
– Nie mam już siły. Wielokrotnie zgłaszałam tę sprawę w gminie. Przyjeżdżają, sprawdzają i nie ma zmian. Woda, jak lała się, tak leje. Już nie wytrzymuję tego – skarży się pani Anna.
– Instalacje i rowy melioracyjne muszą być drożne i w dobrym stanie. Bez tego ani rusz. Każdego roku staramy się jak największy odcinek wyremontować, bo to ważne, by urządzenia melioracyjne były w dobrym stanie. Wtedy nic nam nie zagrozi – zapewnia Marcin Kubiak, prezes Gminnej Spółki Wodnej w Nowej Suchej.
Niedawno spółka świętowała pięciolecie swego reaktywowania. Jak zapewnia prezes Kubiak, było to pięć lat wytężonej pracy i szukania funduszy na utrzymanie urządzeń melioracyjnych w jak najlepszym stanie. Co roku spółka udrażnia i naprawia 10 kilometrów rowów. To około 10 procent stanu posiadania, gdyż spółce podlega 100 kilometrów rowów melioracyjnych. Na ich udrożnienia oraz bieżące naprawy i większe remonty nie starcza zebranych rocznie około 40 tysięcy składek.
– Rowy muszą być stale konserwowane. Składki na wszystkie prace nie starczają, zwłaszcza, gdy przytrafi się większa awaria. A taką właśnie mieliśmy w minionym roku, której usunięcie kosztowało około 5 tys. złotych. Staramy się wszystkie zgłaszane nam przez mieszkańców awarie naprawiać na bieżąco i realizować też szybko zgłaszane nam tematy – zapewnia prezes Kubiak.
Po reaktywowaniu spółka starała się udrożnić najważniejsze spusty na terenie gminy, a więc przede wszystkim ten jeden w rejonie Borzymówka, Mizerki, Nowego Żylina i Zakrzewia. To zdaniem prezesa spółki z Nowej Suchej kluczowy spust. Jego drożność na tym terenie i dobry odpływ wody powoduje, że zagrożenie zalaniem jest w tej chwili raczej minimalne i nie grozi powódź, mimo wyższego poziomu wody po zimie.
– Był krótko problem z przemarzniętą ziemią do 70 centymetrów, ale to już powoli ustępuje – dodaje prezes.

Zaniedbania i bobry

– Podtopienia są zawsze, ale u nas większym problemem jest rzeka Witonia, wokół której mimo obietnic stale sprawy nie są do końca rozwiązanie. Rzeka jest wyżej od dna naszych kanałów, i to powoduje, że ze zbieraczy woda wolniej spływa, no i częściej dochodzi do zalewania naszych terenów – mówi Piotr Przybylski.
Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych zaplanował prace związane z udrożnieniem Witonii oraz przebudowę budowli piętrzących. Jednak inwestycja ta będzie realizowana dopiero w 2018 roku. W ramach prac zaplanowano rozbiórkę trzech zastawek oraz udrożnienie części istniejących starorzeczy, a także budowę tzw. bystrotoków, czyli odcinków rzeki o dużym spadku podłużnym dna. Z budżetu państwa pozyskano na ten cel 174 660 złotych. Inwestycja ta w założeniu ma zwiększyć bezpieczeństwo powodziowego terenów, zlokalizowanych wzdłuż biegu Witonii, a więc takich miejscowości jak Erminów, Ćmiszew, Józin, Nowy i Stary Szwarocin, Rybno oraz Jasieniec. W 2011 roku ukończono pierwszy etap prac. Wykorzystano tu dotację unijną oraz środki z budżetu państwa w sumie 321 788 złotych. Jednak inwestycja ta budzi opory mieszkańców gminy Rybno, gdyż przy jej planowaniu nie przewidziano, jak zaznacza prezes Przybylski, terenów niżej położonych, które Witonia regularnie zalewa, szczególnie w czasie wiosennych roztopów.
– Jak po inwestycji będzie zalewać niższe tereny, to nie pomyślą, że sami zawinili, a raczej wpadną na pomysł uregulowania rzeki poniżej – stwierdza Patrycja Szymańska, mieszkanka gminy Rybno.
– W naszej gminie największym problemem jest nieuregulowana rzeka Pisia i akcje bobrów, które ścinają drzewa i robią z nich zapory. Woda się wypiętrza i powstają znaczne rozlewiska. Nie ma na to siły. Cały czas trzeba się z tym zmierzać – mówi Leszek Jarzyński, prezes Gminnej Spółki Wodnej „Dolina Rzeczki Teresinki” w Teresinie.
Ataki bobrów na terenach nadrzecznych to problem kilku gmin. W przypadku wód stojących nie są one takim problemem, jak przy kanałach i rzekach. W tym roku akcje bobrów widoczne były na terenie gminy Sochaczew, w Brochowie i właśnie w Teresinie. Na razie na tych terenach sytuacja jest opanowana, ale w spółkach wodnych cały czas muszą sprawdzać teren i udrażniać rzeki.

Mści się przeszłość

W gminie Teresin nie ma zagrożenia podtopieniami oraz powodzią. Problemem, z którym zmierza się spółka wodna na tym terenie w obecnej chwili jest modernizacja i naprawa starych drenarzy na terenie gminy. Najstarsze mają blisko 90 lat.
– W Maurycewie musieliśmy naprawić uszkodzony drenaż z 1928 roku. Były też awarie w Mikołajewie spowodowane przez bezmyślność. W trakcie budowy linii energetycznej w tej miejscowości postawiono słup na zbieraczu wody. Trzeba było zrobić obejście i wyloty, aby urządzenie działało i nie było podtopień, bo woda się zatrzymywała. W drugim przypadku w Mikołajewie przy instalacji gazowej, liniowej zgnieciono urządzenia melioracyjne – mówi Leszek Jarzyński.
W gminie pewne zagrożenie dla bezpieczeństwa stwarzają też instalacje wodne wykonane w latach 90. oraz nieumiejętne naprawy z tego okresu. Skutkują one licznymi awariami. Pod koniec XX wieku był czas, kiedy dość lekkomyślnie podchodzono do infrastruktury wodnej. Teraz zdaniem Leszka Jarzyńskiego to się mści.
– Nikt, stawiając budynki, nie patrzył wtedy na melioracje. Teraz przypomniano sobie. Ale mamy te problemy związane z urbanizacją i drenażem choćby w Zielonce, Teresinie. Jednak ogólnie nie ma wiosennych podtopień i groźby powodzi. Cały czas robimy systematyczne udrożnienia i naprawy bieżące. Na terenie gminy tylko Paprotnia nie należy do spółki. Tam urządzenia melioracyjne przy dużej urbanizacji są mocno zdewastowane – stwierdza prezes spółki z Teresina.
Prezes Jarzyński zwrócił też uwagę na wyjątkową bezmyślność niektórych mieszkańców, którzy sadzą sobie drzewa, nie zwracając uwagi, jakie i gdzie. Wspomniał o mieszkańcu, który posadził sosnę nad zbieraczem wody. W okresie suszy sosna puściła głęboko korzenie i uszkodziła zbieracz wody.
– Takie coś funduje się sobie na własne życzenie, w efekcie własnej bezmyślności – dodaje Leszek Jarzyński.

Bez spółek wodnych

Nie we wszystkich gminach działają gminne spółki wodne. Na terenie gminy Sochaczew spółki nie ma więcej niż 10 lat. Wszystkimi sprawami dotyczącymi spaw wodno-kanalizacyjnych i melioracji zajmuje się Gminny Zakład Gospodarki Komunalnej, i to jemu mieszkańcy mają zgłaszać wszystkie problemy dotyczące udrażniania rowów melioracyjnych i awarii.
W Brochowie też nie ma spółki wodnej. Jednak, jak zaznaczają w urzędzie gminy, w ostatnim czasie nie ma nawet zgłoszeń dotyczących podtopień, czy groźby powodzi w tej gminie. Z kolei w Iłowie nie ma Gminnej Spółki Wodnej, a jedyna spółka Wodna Ostrowce w Brzozówku zmaga się od jakiegoś czasu z problemami finansowymi i kadrowymi.
Jak zaznacza Przemysław Nowacki, sekretarz gminy Iłów, spółka wodna ma problem z windykacją składek. Zresztą nie cały teren gminy jej podlega.
– Tam, gdzie nie ma spółki, to pomaga w miarę możliwości gmina. 20 lat temu zaniedbano spółki, a w ostatnich latach o nich sobie przypomniano, kiedy było brak wody. Okazuje się, że jednak te spółki są przydatne – stwierdza Przemysław Nowacki.
Ostatnio udrożnione rowy zostały na odcinku 4 km – rejon Białocina, Sadowa, Zalesia i Brzozówka. Kolejne czyszczenie w tym roku, w zależności od możliwości finansowych. Rowy melioracyjne najczęściej udrażniane są od lipca do września. Doraźnie, kiedy jest pilna potrzeba poza tym terminem.
Na razie powódź gminom nie grozi, ale nigdy nie wiadomo. Jak twierdzą prezesi spółek wodnych, trzeba być stale gotowym i dbać sumiennie o urządzenia melioracyjne. Wszystko to we własnym interesie.

Bogumiła Nowak

Fot. Rozlewisko Utraty w Szczytnie w gminie Kampinos
Fot. Janusz Szostak