Strona główna Kultura W SZTUCE TRZEBA UMIEĆ SIĘ DZIELIĆ

W SZTUCE TRZEBA UMIEĆ SIĘ DZIELIĆ

91
0
PODZIEL SIĘ

Z Przemko Stachowskim, artystą malarzem, twórcą mozaiki oraz fotografikiem, rozmawia Bogumiła Nowak

Czym dla Pana jest sztuka, i jaki jej rodzaj jest Panu najbliższy?
To bardzo trudne pytanie. Sztuka to podstawa tego, czym zajmuję się przez całe moje życie. Uważam, że bez sztuki życie każdego człowieka byłoby uboższe. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Dzisiaj bardziej chyba można mówić o twórczości niż o sztuce, ponieważ nie zawsze efektem procesu twórczego jest tzw. obiekt sztuki. Sztuka kojarzy się z obiektem, wysublimowaną pracą, która ma doskonały, dopracowany kontekst. Natomiast twórczość to dochodzenie i proces tworzenia. Nie zawsze malowany obraz przynosi oczekiwany efekt, ujmujący i trafiony. Sztuka i proces tworzenia powinien służyć komunikacji międzyludzkiej, powinien wywoływać stan gotowości do stawiania pytań. To stale ze sobą się zazębia. W moim przypadku nie wyobrażam sobie życia bez twórczości. Twórczość od zarania dziejów kształtowała ludzkie życie. Dzięki twórczości człowiek wyraża swoje człowieczeństwo, kształtuje swój świat.
Jaki rodzaj sztuki jest mi najbliższy? Robię różne rzeczy. Jednak, choć w sumie poruszam się głównie w świecie sztuk wizualnych, bliskie są mi działania różnych artystów – poetów, pisarzy, muzyków. One są dla mnie twórczą inspiracją. Z każdej dziedziny twórczości staram się coś odkryć dla siebie. Bywa, że sięgam do dzieł historycznych. Zarówno naszych, jak i światowych. Warto się w nie zagłębić. Muszę też przyznać, że jest wiele utworów muzycznych, które mocno mnie inspirują w pracy. To wszystko jest istotnie dla twórcy.
Jako młody człowiek wahałem się, którą dziedzinę sztuki wybrać. Trochę grałem na gitarze – do dziś sobie na niej przygrywam dla przyjemności, ale zdecydowałem się wybrać kierunek plastyczny. Podziwiam jednak tych, którzy potrafią łączyć różne działania twórcze np. malarstwo z muzyką w równym stopniu i osiągają w obu dziedzinach sukcesy.

Jest Pan nie tylko aktywnym artystą, ale też animatorem kultury, który propaguje sztukę na różnych jej poziomach. Skąd czerpie Pan pomysły na swą działalność?
To konsekwencja przekonań i tego, co robię. Świadomy wybór. Sztuka jest obszernym polem do działania, daje człowiekowi tyle twórczych możliwości. Nie wszystko jest się w stanie zrealizować w życiu. Warto więc się tym dzielić, aby również inni mogli z tych dobrodziejstw skorzystać. Umiejętność pokazania i zgłębiania tego wymaga wielkiej dyscypliny i koncentracji. Wymaga poznawania siebie.
Trzeba umieć się dzielić i pokazywać innym sztukę i umiejętność dochodzenia do swojej prawdy poprzez różne etapy. To trudne zadanie, ale warte realizowania. Cały czas poszukuję, odkrywam i uczę się nowych rzeczy. Pielęgnowanie potrzeby odkrywania świata, jego uroków dla siebie i innych jest ważne. Chcę dalej poznawać tajniki sztuki. Obok procesu twórczego najistotniejsze są relacje z ludźmi, komunikacja. Wspólne doświadczanie na plenerach, wystawach. Takie sytuacje motywują do aktywności innych, a i ja sam czuję się zmotywowany do działania. Tworzenie to jednak pewna tajemnica, którą warto poznawać i dzielić się trudami jej zgłębiania.
W naszym mieście jest bardzo wiele utalentowanych osób, które czują potrzebę ujawnienia siebie i swoich możliwości twórczych. Potrzebują one jednak wsparcia, ukierunkowania. Im bardziej siebie samego poznamy, tym bardziej świat wydaje się być nam mniej nieznany i niezrozumiały, a tym samym bardziej przyjazny. Przychodzi taki moment, olśnienie, że to co stworzę, jest moje, i że to będzie mój kawałek świata ofiarowany innym, ta moja cząstka, którą chcę pokazać.

Pana artystyczne zainteresowania są dość rozległe. To nie tylko malarstwo, ale też fotografia, czy od lat uprawiana sztuka mozaiki.
Rzeczywiście od lat tworzę w różnych dziedzinach. Na akademii trochę miałem do czynienia też z rzeźbą, ale to raczej zostało mi jako wiedza i umiejętność. Zdecydowanie wybrałem i najbardziej realizuję się w malarstwie sztalugowym, ściennym, mozaice i fotografii. Po drodze były działania związane z projektowaniem i sztukami użytkowymi. Były też realizacje scenografii dla potrzeb domów kultury. Najbardziej dla mnie jako twórcy fascynująca jest możliwość współdziałania. Tworzenia coś wspólnie, gdy każdy ma udział w powstawaniu projektu. W pracowni jest się zdanym na samego siebie i tworzy się w izolacji. Natomiast zespołowe działanie jest bardzo ciekawe, bo przynosi niespodziewane i intrygujące efekty. Taka wspólna „mozaika” działań.

A jakie to mogą być efekty?
Wspomnę tu o projekcie, nad którym pracuję od ponad roku. To akcja malowania na żywo. Udało mi się ją zapoczątkować na otwarciu sezonu kulturalnego SCK we wrześniu ubiegłego roku. To projekt o nazwie „Rezonator”. To była pierwsza próba otwarcia się artystycznego na otaczający świat, tworzenia w innej przestrzeni, zaangażowania ludzi do aktu tworzenia. Taka sytuacja ma wpływ na to, co się dzieje. Stąd tytuł – „Rezonator”, bo obecni uczestnicy akcji wywieramy na siebie wpływ i tym samym rezonujemy. Do końca trudno przewidzieć efekt twórczy i to czy zdobędzie on akceptację. Liczy się proces, uczestnictwo. Ostateczny obraz w ostateczności nie jest w pewnym sensie celem samym w sobie. Jest tylko zapisem zdarzenia, które właśnie miało miejsce.
W tym projekcie poza publicznością brali też inni twórcy związani z SCK: Gamid Ibadullayev filmował działania aktorów z Grupy Teatralnej Maska, prowadzonej przez Dawida Żakowskiego. Zapis jednocześnie był wyświetlany na płótnie, na którym malowałem w czasie rzeczywistym. W wyniku działań nas wszystkich powstał zapis malarski – obraz eksperymentalny, który był wystawiony w listopadzie 2016 roku za wystawie w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą. Warto było eksperymentować. Projekt „Rezonator” będzie kontynuowany. Działania te wymagają wiele przygotowań, ale warto wyjść z komfortu pracowni malarskiej i skonfrontować swe twórcze wyobrażenia z ludźmi, poznać ich zdanie, na temat tego co tworzę, nawet mocno krytyczne. To na tyle inspiruje mnie do aktywności, że nadal chcę to robić i działać.

Nie wszystkich jednak to wciąga, takie bezpośrednie działanie sztuki, performance…
W obecnych czasach jest ogromny natłok informacji, rozwój informatyzacji. Niektórzy twierdzą, że sztukę można oglądać w sieci i wielu chętnie to robi. Ja jednak uważam, że Internet nie oddaje rzeczywistego aktu tworzenia i tego, co powstaje. Faktem jest, że ułatwia dostęp do rzeczy, które wcześniej były niedostępne. Jednak to cały czas jest tylko namiastka rzeczywistości. Zdecydowanie silniej działa bezpośredni kontakt z konkretnym obrazem, jego twórcą. To ogromne przeżycie poczuć fakturę obrazu, jego zapach. To silniej oddziałuje niż wizualny obraz w sieci. Tym bardziej, że film czy fotografia nie oddają w pełni dzieła i czasem przekłamują. Najistotniejsze jest rzeczywiste zaangażowanie obu stron – artysty i odbiorcy.

Skąd u Pana wzięła się tak ogromna pasja do mozaiki i jej tworzenia?
To długie dzieje. Ćwierć wieku się tym zajmuję. Jeszcze w czasie studiów na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych pojechałem do Włoch, do Ravenny, która słynie z dużej ilości zachowanych wczesnochrześcijańskich mozaik. Nie przypuszczałem wtedy, że tak mnie zafascynuje ta technika. Odkryłem tam niesamowitą paletę fantastycznych szlachetnych kamieni, marmurów dających niespotykane możliwości twórcy. No i zostałem „malarzem kamieni”, bo to jest swego rodzaj malarstwo, tworzenie barwnych obrazów przy użyciu kamieni. Sam proces twórczy, układania i dopasowywania kostki do kostki jest bardzo trudny. Wymaga sporo wysiłku. Trzeba zapanować nad materią i nad samym sobą. Ale jednocześnie to niezwykle fascynujące, twórcze i intrygujące. Rzadko się o tym wspomina, ale warto powiedzieć, że dla artysty najciekawszy jest proces powstawania dzieła, a efekt finalny oczywiście wieńczy dzieło, lecz niewiele mówi odbiorcom o tajemnicy jego powstania.

Mozaika trafia na ściany wielu miast, ale w ostatnich dziesięcioleciach stała się jakby bardziej elitarna. Na murach królują murale, miejskie obrazy graffiti.
Fakt, murale to rzeczywiście sztuka miejska, która również trafiła do nas. Są miasta, które starają się zagospodarować przestrzeń miejską, jak Wrocław, Gdańsk, Łódź, czy Warszawa. Ta sztuka staje się coraz bardziej popularna. Trzeba przyznać, że w niektórych miastach, w blokowiskach murale urosły do rangi sztuki i wzbogaciły otoczenie. Spowodowały też, że obiekt stwarza większą więź jego mieszkańców z danym domem, osiedlem, miastem. Często daje poczucie dumy, że mieszkają w ładniejszym niż niegdyś otoczeniu. To właśnie pozytywny wydźwięk sztuki, bardzo potrzebny ludziom we współczesnych czasach. Nikt przy nich nie śmieci i nie niszczy ścian, bo jeśli coś się podoba ludziom i chcą być w ładnym otoczeniu, z którym się utożsamiają, to będą o to dbać. Mam też taki pomysł, żeby w Sochaczewie stworzyć w przyszłości taki zespół muralistów.

Wracając jednak do mozaiki. Sochaczew może się pochwalić jedną z piękniejszych, ale niestety jest ona obecnie zniszczona. Pan stara się o jej odrestaurowanie.
To prawda. To dwie piękne mozaiki wykonane przez Gabriela i Hannę Rechowiczów. Nawet ostatnio sprawdzałem, w jakim są stanie. Prace te powstały w 1969 roku. Autorzy to znani artyści, którzy tworzyli od lat 50. do 90. w Polsce i za granicą. Niewiele ich prac się zachowało, a w Sochaczewie aż dwie – na elewacji SCK w Chodakowie. Nadal wymagają renowacji. Teraz ważne jest, że w planie termomodernizacji domu kultury fragment ściany z mozaiką został wyłączony z prac. Jednak na renowację potrzeba pieniędzy. To kwestia czasu i zebrania funduszy, aby zrekonstruować to dzieło. Są na to duże szanse. Z drugiej strony jest ważne, by stało się to jak najprędzej, gdyż nie zachowała się dokładna, godna uwagi dokumentacja fotograficzna z czasów, kiedy mozaika była wykonana. Jest jednak kontakt z panią Hanną Rechowicz i z jej pomocą, i współudziałem dzieło może zostać kompletnie odtworzone i podpisane jej sygnaturą, co doda wartości rekonstrukcji. Takie obiekty i dzieła stają się istotną częścią naszej tożsamości i mają związek z wizerunkiem miasta. Warto to pielęgnować. Odtworzenie starej historii tego obiektu pozwoli nam mieć udział w jej tworzeniu. Jestem stąd, mieszkam tu i chciałbym mieć wpływ na kształt miasta. Chciałbym też mieć satysfakcję, że miałem w tym udział i jeśli ktoś ze znajomych przyjedzie do Sochaczewa, pokazać mu to dzieło w pełnej krasie. Chciałbym, by istniejący już projekt renowacji mozaiki został szczęśliwie sfinalizowany. Do jego realizacji zostali również zaproszeni, dzięki współpracy z Pracownią Technik Ściennych, studenci ASP w Warszawie. Trzeba być dobrej myśli, że plan renowacji zostanie zrealizowany.

OtoFoto to jeden z większych projektów, które Pan zainicjował i prowadzi. Projekt można powiedzieć na skalę międzynarodową, ale z silnym umiejscowieniem w Sochaczewie.
Owszem, ale nie byłbym tego w stanie sam prowadzić. Na tym też ten projekt się opiera: na współpracy i na zaangażowaniu członków. To jest jeden z głównych celów istnienia takiej grupy. W przypadku Grupy OtoFoto, która działa wirtualnie w Internecie, to administratorzy, którzy aktywnie prowadzą stronę i dbają o to, by wszystko było dobrze zorganizowane. To jednemu z administratorów zawdzięczamy, że poprzez swoje kontakty Wędrująca Wystawa Grupy OtoFoto, po cyklu wystaw w Sochaczewie, powędruje teraz do Brzegu Dolnego. To początek „naszego tournee” po Polsce. Grupa wirtualnie skupia prawie 500 osób. Dla nas ważnie jest, by działać nie tylko w sieci. Ważne jest organizowanie wystaw, twórcze poszukiwania i odkrywanie w fotografii otaczającego nas świata. Ważne są wystawy, w czasie których możemy się spotkać, porozmawiać, wymienić pomysłami. Zadać sobie trud, by być razem. To najistotniejsza strona naszego tworzenia. Mnie to daje ogromną satysfakcję i energię, że ludzie utożsamiają się z tym, co robimy. Obecnie technologia daje ogromne możliwości, tak pracy fotograficznej, jak i wzajemnych kontaktów. W 2007 roku udało mi się już stworzyć w sieci grupę fotograficzną, do której zgłosiło się około 1500 osób, które pokazują swoje fotografie. Z kolei Grupa OtoFoto to bardziej ścisły związek ludzi, którzy działają nie tylko wirtualnie, ale chcą się spotykać na żywo, odkrywać nasze miasto, uczestniczyć aktywnie w jego życiu.

Jakie ma Pan plany na najbliższą przyszłość?
Jak się przebywa we wspaniałym towarzystwie ludzi twórczych, to chce się tworzyć. Nie wspomniałem wcześniej, ale z grupą przyjaciół z akademii stworzyliśmy Grupę Artystyczną „Jutrzenka”. Wszyscy ukończyliśmy tę samą uczelnię. Planujemy wspólne wystawy. Prezentowaliśmy się już mieszkańcom w Sochaczewie w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej. Najbliższa wystawa będzie w Jabłonnej. A w Sochaczewie w maju podczas Nocy Muzeów. Będzie to interesujące, integrujące działanie. Mam nadzieję, że czas będzie nam sprzyjał. Mamy w planach wystawę w Rzymie. Być może w przyszłym roku będzie wystawa w Portugalii i Niemczech.

Jak udaje się połączyć życie prywatne z tyloma pasjami i zainteresowaniami?
Rodzina wspiera mnie gorliwie. Gdyby nie było tego wsparcia, nie byłoby możliwości realizacji wielu twórczych działań. Bezcenna jest jej obecność, wchodzenie w sprawy, którymi się zajmuję, dyskutowanie, doradzanie w nich. Zwykła działalność i uczestniczenie, w tym co robię. Potrzeba jest kontaktu z bliskimi i mam świadomość tego, że akceptują moje życie i wszystkie jego sfery. Dobrze, że jest ktoś, kto wspiera mnie na każdym kroku. Ważny jest tu przekaz, kontakt i bliskość. Istotą twórczości jest możliwość, że komuś się służy. Rodzina to akceptuje i jest pierwszym krytykiem i odbiorcą. Mój pięcioletni syn też chętnie maluje z tatą.

Życzę więc dalszych twórczych fascynacji i dziękuje za rozmowę