Strona główna Bez kategorii PRABABCI ZAWDZIĘCZAM MIŁOŚĆ DO TRADYCJI

PRABABCI ZAWDZIĘCZAM MIŁOŚĆ DO TRADYCJI

45
0
PODZIEL SIĘ

Z Aleksandrą Chaber, pasjonatką tradycyjnej kultury, obyczajów, rękodzieła i sztuki ludowej Mazowsza, rozmawia Bogumiła Nowak

Pani działalność jest dość szeroka i bardzo różnorodna, ale wszystko co Pani robi, skupia się wokół kultury naszego regionu z naciskiem na Kampinos i okolice Młodzieszyna. To nie tylko wielka pasja do kwiatów i kompozycji kwiatowych, ale też szeroko pojęte działania artystyczno – rękodzielnicze.
Tak, to prawda. Moja działalność jest bardzo szeroka z racji tego, że kocham ludzi, kocham tradycję i kulturę. Dlatego też robię tak dużo rzeczy. Osobą, która mnie szczególnie zachęciła, do tak szerokiej działalności publicznej jest pani Basia Szułczyńska, prezes Stowarzyszenia Towarzystwo Kampinoskie. Jest ona moim przewodnikiem, dobrym duchem. Wyzwoliła we mnie chęć ocalenia tych wszystkich pięknych, tradycyjnych rzeczy od zapomnienia. Dlatego też tutaj u nas w Młodzieszynie powstała Grupa Nieformalna „Razem dla Młodzieszyna”. To kilka osób, mieszkańców gminy i ogromnych pasjonatów kultury oraz tradycji lokalnej. Chcemy pokazać, czym żyła i jak żyła społeczność tych terenów kiedyś, czym się zajmowali i co tworzyli starsi mieszkańcy za swych młodych lat.

Czym się zajmujecie, aby zachęcić do aktywności mieszkańców gminy?
Zajmujemy się warsztatami tematycznymi w szkołach. Przygotowujemy i uczymy robić palmy kampinoskie z dziećmi. Chcemy przywrócić tradycję robienia tych palm w naszym regionie. Wytwarzanie ich zaczynamy już z przedszkolakami, świetnie im to wychodzi, gdyż maluchy bardzo się w tę pracę angażują. Przyłączamy się również do organizacji miejscowych imprez. W czasie letniego festynu w Młodzieszynie zaistnieliśmy z loterią fantową, gdzie dzięki sponsorom główną nagrodą była zmywarka. Z pieniędzy, które uzyskaliśmy ze sprzedaży losów, zorganizowaliśmy w szkołach naszej gminy warsztaty „Od ziarenka do bochenka”. Również zajmujemy się organizowaniem Potańcówek Młodzieszyńskich dla naszych mieszkańców. Cieszą się one ogromnym zainteresowaniem, gdyż mieszkańcy lubią się bawić i tańczyć. Niestety bale organizowane w lokalach są dość kosztowne. Natomiast my robimy te imprezy, jak to określę, własnymi rękami, po własnych nie tak wielkich kosztach. Praktycznie każdego, nawet dość skromnego mieszkańca stać na taką zabawę. Mamy już stałe grono ludzi, którzy bardzo chętnie na te nasze bale przychodzą, świetnie się bawią i są bardzo szczęśliwi z tego powodu. Na początku robiliśmy je w OSP Młodzieszyn. Jednak jest tak duże zainteresowanie naszymi potańcówkami, że dzięki przychylności i wielkiemu wsparciu naszej pani wójt, Moniki Pietrzyk, przenieśliśmy je do miejscowej szkoły. Tu jest już większe rozpostarcie i lepsze warunki do zabawy. Nie musimy się już tłoczyć. A poza tym ta chęć mieszkańców bycia razem z sobą, integrowania się, jest silniejsza niż trud, jaki wkładamy w organizację. Te bale dają nam bardzo wiele. Łączą lokalną społeczność, ludzie zaczynają się spotykać ze sobą, zaprzyjaźniają. I już nawet włączają sami do organizacji. Dzwonią, przychodzą i pytają, co mogą zrobić, jak nam pomóc przy kolejnych imprezach. I to plus tych naszych działań w gminnym środowisku. Taka integracja jest bardzo potrzebna ludziom, a w obecnych czasach bardzo szybkich, i ciągłym zaganianiu, tracimy te możliwości i okazje do bycia z sobą. Myślę, że nasze potańcówki odwracają ten trend i uczą bycia razem, odkrywania siebie i swoich sąsiadów.

Czy wasze imprezy, warsztaty i potańcówki są adresowane do jakichś konkretnych grup wiekowych?
Warsztaty są podzielone na grupy wiekowe, ale z głównym naciskiem na najmłodszych. Natomiast potańcówki odbywają się pod hasłem „od juniora do seniora”. Zapraszamy na nie wszystkich chętnych. Mamy się bawić na nich wszyscy na zasadzie społecznej integracji. Jest to nam bardzo potrzebne, nauczyć się wspólnie spędzać czas, bawić się we wspólnym gronie. Mamy tak mało możliwości obecnie do tego. W zasadzie każdy ma prawo i możliwość przyjść na naszą potańcówkę, jeśli zechce. Muzycznie też każdy znajdzie coś dla siebie do tańca, gdyż staramy się zapewnić szeroki repertuar w myśl zasady „dla każdego coś miłego”.

Sporo czasu poświęca Pani na przygotowanie rękodzielniczych pamiątek i upominków. Jakie to są przedmioty, które mają szczególne odniesienie do tradycji naszego regionu?
To są wianki, różnorodne, na różne okazje. Wianki wielkanocne, bożonarodzeniowe. Również z suchego materiału roślinnego. To są wianki tradycyjne, spotykane w naszych domach, zawieszane na ścianach lub podwieszane u sufitu. Wykonane z suszonych roślin zbieranych przez cały rok. To nie tylko tradycja, ale też zatrzymanie natury w naszych domach. One, choć suszone, to pięknie pachną trawą, ziołami, kwiatami. Są czymś, co dodaje naszym wnętrzom uroku. Sama zbieram większość ziół na wianki i sama je suszę tradycyjną metodą. To przedsięwzięcie całoroczne. Zbieram trawy dostępne na naszych polach, łąkach, bo tam są najpiękniejsze gałązki, witki i kwiaty. Suszymy i przeprowadzamy cały proces ich konserwacji.

Wspomniała Pani o tradycji palmy wielkanocnej z Kampinosu. Skąd ten pomysł i w jaki sposób go realizujecie?
Tradycyjna metoda układania palmy kampinoskiej zaczęła zanikać. Coraz mniej osób te tradycje kultywuje. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Palma Kampinoska była szeroko znana. Swym zasięgiem obejmuje ona cały rejon Kampinosu i dotarła aż do Młodzieszyna. Choć tradycja zanika, to chcemy ją jednak ocalić dla potomnych i nauczyć jej wykonywania. Odtwarzamy tradycyjną palmę ze wszystkimi szczegółami. Komponowana jest z tradycyjnych materiałów. Głównym jej elementem jest kocanka, odpowiedni mech i trawy. No i oczywiście do tego tradycyjne bazie. Największa, która powstała w ostatnim czasie, miała około półtora metra wysokości. Taka pokazowa. Prezentujemy te palmy co roku w Chabrowym Dworku na kiermaszu świątecznym „Wielkanoc na Mazowszu”. One są tam ciągle żywe, z racji tego, że niemal każdy zwraca na nie uwagę, można porozmawiać o nich, dowiedzieć się, jak powstają.
W szkole w Młodzieszynie też przychodzimy do dzieci i uczymy ich robienia palm kampinoskich. Trzeba zaczynać z najmłodszymi, bo one najszybciej się uczą. A poza tym są bardzo chętne do wszelkich manualnych działań. Robią palmy z wielkim zaangażowaniem i pasją. Są wdzięcznymi słuchaczami i dobrymi uczniami. Myślę, że dzięki naszym działaniom te tradycje uda nam się ocalić i zachować choćby na kilka jeszcze pokoleń.
Wasza działalność to także organizowanie innych tradycyjnych działań.
Owszem. Bardzo chcemy zorganizować festyn pod nazwą „U Antoniego w ogródku”. W naszym zamierzeniu ma być to taka przyjazna, rodzinna impreza opiewająca tradycję, gdyż ma to być typowa, wiejska potańcówka, jaka niegdyś przed laty bywała na mazowieckiej wsi. Chcemy też zapewnić wiele atrakcji dla samych dzieci, bo to one są naszą przyszłością.

A co poza tym będzie u Antoniego, jakieś frykasy z wiejskiego stołu?
Oczywiście, że ich nie zabraknie. Przygotowujemy je na naszych warsztatach, m.in. na tych pod hasłem „Od ziarenka do bochenka”, gdzie lansujemy kulturę chleba. Staramy się wszczepić młodemu pokoleniu właściwy stosunek do chleba i jego tradycji. Staramy się też zwrócić uwagę na to, że czasami warto się zatrzymać i nie kupować fabrycznie produkowanego pieczywa i spróbować samemu zrobić taki własny chleb według dawnej receptury sprzed wieków. Warto ożywić tę tradycję domowego chleba, która w tak niewielkim i ograniczonym stopniu jest obecnie. Trzeba te domowe wyroby chleba i jego receptury kultywować.

Czy oferujecie jakąś specjalną recepturę tego chleba na spotkaniach?
Tak, panie, które spotkałam w Kampinosie, mają taką prawdziwą, własną recepturę przygotowania i wypieku chleba. Jest to jeszcze troszeczkę tajemnica, którą odkryjemy dopiero na festynie, gdyż do każdego bochenka dołączona będzie informacja, jak go zrobić. Na pewno pojawią się na festynie różne inne domowe wyroby. W sumie jest w gminie dużo osób, które potrafią bardzo wiele rzeczy przygotować, ale są one trochę jakby w ukryciu. To są osoby, które dotąd jakby się same nie doceniały. Bo twierdzą, że robią jakiś zwykły ser, śmietanę czy miody tylko na swój użytek. Natomiast według mnie, to już są dzieła o randze prawdziwej sztuki kulinarnej. I skoro im to pasuje i smakuje, to na pewno i innym przypadnie do gustu.
No, a poza tym na festynie pojawi się nasze lokalne rękodzieło, np. jeden z panów wyplata wspaniałe kosze, panie zaprezentują swoje dziewiarskie robótki.

Kiedy ta impreza jest zaplanowana?
Chcemy ją zrobić 11 czerwca, w niedzielę, w niedalekiej odległości do imienin Antoniego i odpustu w naszym kościele. Planujemy zrobić taką wspólną imprezę dla mieszkańców. Chcemy, aby był to taki duży festyn rodzinny, na który chcemy zaprosić nie tylko samych mieszkańców, ale także gości z sąsiednich gmin, a nawet mieszkańców Sochaczewa. Dzieciom zaproponujemy różne gry i zabawy. I tu też pragniemy sięgnąć do tradycji i przypomnieć, jak wcześniej bawili się nasi dziadkowie, w czasach gdy nie było komputerów i gier komputerowych. Wtedy też można się było bawić i nie nudzić, tak jak wspominały to nasze babcie. Stąd bardzo dziękuję tym osobom, które cały czas działają w naszej grupie za ich pasję i zaangażowanie.

Kto jest w tym gronie pasjonatów?
Jest Gosia Wiciak ze swoim mężem. Agnieszka Szymańska również z mężem. Oczywiście mój wspaniały mąż, który na każdym kroku wspiera mnie w naszych działaniach. Poza tym jest Paulina Kaczmarek, Renata Cybulska oraz Katarzyna i Mariusz Chaber. To główne grono naszych pasjonatów. To w zasadzie grupa inicjatywna, animatorzy wszelkich naszych działań i pomysłów. W tym gronie rodzą się różne idee do realizacji. To są osoby pełne zapału do pracy, które wierzą w to, co robią, i które chcą jak najwięcej przekazać młodemu pokoleniu z naszej lokalnej tradycji.

Mówimy tyle o krzewieniu i zachowaniu tradycji. Skąd wziął się u Pani pomysł na bycie strażnikiem tych minionych epok i przywracania przeszłości?
Wyniosłam to z rodzinnego domu. Miałam bardzo wiekową prababcię, która zawsze opowiadała mi o swoim życiu. Miała swój domek na wsi. To było gospodarstwo, w zasadzie wtedy samowystarczalne. Przy domu był sad, staw z rybami i las. To prababcia nauczyła mnie miłości i szacunku do tradycji. Mówiła mi, kiedy i co się robiło. Prababcia mnie zaraziła tą miłością do przeszłości. A potem pani Basia przejęła rolę osoby, która kocha tradycję i dalej mnie w tej miłości podtrzymuje.

W sumie działa Pani na dwa fronty. Równie aktywnie w Kampinosie, jak i Młodzieszynie.
W zasadzie można powiedzieć, że na trzy, bo jeszcze prowadzę kwiaciarnię i związana z nią działalność jako dekorator. Robię różne bukiety, wieńce, stroiki, często w powiązaniu z dekorowaniem pomieszczeń i stołów na różne okazje. To duża i odpowiedzialna praca, wymagająca sporo wysiłku i doskonalenia swych umiejętności. To takie trochę moje artystyczne dziecko. Wiele też czasu, jak wspomniałam na początku, zajmuje nam organizacja loterii. Mam jednak to szczęście, że udaje mi się pozyskiwać ciekawych sponsorów, którzy chętnie ofiarowują fanty na loterię. Do akcji przyłączają się też miejscowi producenci rolni i można było wylosować np. woreczek pysznych ziemniaczków, jajka od wiejskich kurek czy słoiczek dżemu.

Jak znajduje Pani czas dla rodziny i na prywatne życie?
To przychodzi jakoś samo. Koło mojego życia tak się intensywnie kręci i kręci. Mimo wszystko zawsze udaje mi się znaleźć czas na rodzinę i znajomych. Jeśli ktoś jest szczęśliwy, z tego co robi, to szczęście potrafi dalej przekazać. Mam dwójkę dzieci. Też mi pomagają i bardzo kochają tradycję. Do Granicy koło Kampinosu jeżdżą ze mną od najmłodszych lat i uczestniczą w kampinoskich spotkaniach. Przyjeżdżają i przebierają się w stroje ludowe. Wspólnie z rodziną i przyjaciółmi staramy się też odtworzyć tradycyjny stój młodzieszyński. Nad tym od jakiegoś czasu pracujemy. To trudne zadanie, gdyż materiałów jest niewiele. Opieramy się głównie na opowieściach z dawnych lat i opisach. Zdjęć jest mało na ten temat. Trochę jest też zbiorów prywatnych, które wykorzystujemy przy rekonstrukcji. Powoli wszystko kompletujemy i liczymy, że być może uda się zdążyć na festyn u Antoniego, i pojawi się wtedy ten strój kompletnie odtworzony.

To tylko wypada Wam życzyć, by zamierzenia te wyszły z sukcesem.
I jeszcze wytrwałości i przychylności ludzi. To takie dwa elementy, które jeśli są, to bardzo dobrze wpływają na osiąganie sukcesów i dalsze działania.

To życzę tego i dziękuję za rozmowę.