Strona główna Sport MISTRZOWSKI TYTUŁ OBRONIONY

MISTRZOWSKI TYTUŁ OBRONIONY

47
0
PODZIEL SIĘ

W Arenie Toruń stanął na najwyższym stopniu podium Mistrzostw Polski Weteranów. Tym samym obronił tytuł mistrza kraju na tym dystansie w kategorii M35. To nie wszystko, bo do swojej bogatej kolekcji medalowej dorzucił brąz w wyścigu na 60m. Bohaterem tym jest Emanuel Zimny, lekkoatleta, współtwórca KM „Aktywni” Sochaczew, nauczyciel w-f w Zespole Szkół w Chodakowie i czynny zawodnik. Tuż po ceremonii medalowej, w drodze powrotnej z Torunia, udało nam się zaprosić go na rozmowę.

Przede wszystkim gratuluję Ci ogromnego sukcesu, stare sportowe porzekadło mówi, że łatwiej zdobyć tytuł niż go obronić.
Bardzo dziękuję, tak to prawda. Rok temu miałem jakiś większy luz. Teraz, choć przygotowywałem się w dość wielkim spokoju, to przyznam, że jakiejś dużej presji raczej nie czułem. Jednak nogi trochę drżały, gdy stanąłem w blokach startowych. Trochę nerwowo było podczas komend sędziego, ale potem już poszło.

Miałeś mocnych rywali, cisnęli? Czy sam sobie nadałeś tempo?
Od początku wrzuciłem swoje mocne tempo. Taktykę na 400 metrów mam prostą. Pierwsze 200 pobiegłem na maksa, a potem ile się wytrzyma, i tym razem wytrzymałem długo. Odnośnie rywali, miałem to szczęście, że znałem ich z wcześniejszych startów. Teoretycznie miałem od nich lepsze wyniki i wiem też, że bardziej przykładałem się do przygotowań. Ale to tylko teoria, 400 metrów jest trudnym dystansem i różne rzeczy mogły się zdarzyć, więc pewny wygranej nie byłem.

A sześćdziesiątka, jak z Twojej perspektywy wyglądał ten bieg?
Przyznam, że miała być tylko rozgrzewką i przebudzeniem, a tu nagle wyszedł brąz. Nie ukrywam, że miałem trochę szczęścia, bo rywale, którzy szybciej biegają ode mnie na tym dystansie, postanowili wystartować w swoich koronnych konkurencjach, czyli skoku w dal i trójskoku. To może ich trochę zmęczyło. Jednak sam bieg to naprawdę najszybsza weterańska „60” od lat. Wygrał Daniel Kossowski 7.05, który tym samym pobił rekord Polski M35. To świadczy o tym, jak szybki był ten bieg. Drugi był Marcin Marcinkowski z wynikiem 7.19. Obydwaj wciąż czynnie trenują i reprezentują swoje kluby sportowe na zawodach seniorskich mistrzowskich. Po nich duża przerwa i ja z rezultatem 7.90. Choć w sumie, jak na męski sprint to nic specjalnego, to jednak muszę przyznać, że to najszybsza „60” w moim wykonaniu w tym sezonie.

Oba sukcesy, złoto na 400 m i brąz na 60 m nie są przypadkowe, bo poprzedzone były długimi treningami i ciężką pracą, przybliż nam szczegóły przygotowań.
To naprawdę nic specjalnego, mam na myśli swój bieg, bo chłopaki polecieli ekstra. To zostało wypracowane, zwłaszcza 400 m, wytrwałą oraz ciężką i przede wszystkim regularną pracą. Zacząłem w połowie października ubiegłego roku. Najpierw oczywiście przygotowaniem ogólnym, a potem pomału wplatałem trening specjalistyczny właśnie pod ten dystans. Wszystko szło fajnie do stycznia. Nagle zaczęły się problemy z przeziębieniem, ponadto dosypało śniegu na bieżni. Przyznam, że wdała się lekka nerwówka, bo musiałem na prędko zmieniać specyfikę treningów. Mimo to okazało się, że trafiłem z formą jak trzeba.

Jak oceniasz organizację zawodów Toruniu?
Ocena jak najwyższa, atmosfera super. Właśnie w tym miejscu rozgrywane były Mistrzostwa Polski Seniorów, Juniorów do tego należy dodać Copernicus Cup, czyli halową diamentową ligę i z tego co widziałem, do każdych zawodów było identyczne, profesjonalne podejście. My, amatorzy nie czuliśmy się w niczym gorsi od gwiazd.

W necie na bieżąco informowałeś o swoich przygotowaniach i stanie swojej formy. Młodzież szkolna, którą uczysz od początku Cię dopingowała, czułeś to wsparcie podopiecznych?
Oczywiście, że tak. Śledzili cały czas, co robię. Dopytywali się, jak mi idą przygotowania. Na treningach klubowych robiłem kilka treningów, takich samych, jak moi zawodnicy. Ścigaliśmy się i biegaliśmy po szkolnych, długich korytarzach, nie raz zdobywaliśmy schody, biegając z góry na dół. Przecież nic tak nie łączy, jak wspólny wysiłek fizyczny i dążenie do wspólnych celów.

Po powrocie z zawodów czekała Cię miła niespodzianka w Zespole Szkół w Chodakowie, w której jesteś nauczycielem?
O tak, to prawda. Pomysłodawcą była chyba Ewa Kośka, ale wiem, że inni też maczali w tym palce. Otóż, gdy w poniedziałek rano wszedłem do pokoju wuefistów, to nagle zauważyłem, że z sufitu nad stołem zwisa piękny duży medal ręcznie robiony, ustrojony balonami. To bardzo miłe uczucie, gdy się ma takie wsparcie, zwłaszcza że mimo mistrzowskiego tytułu, to przecież jestem amatorem, a nie zawodowcem.

To na zakończenie, jakie najbliższe plany sportowe ma Emanuel Zimny?
Pod koniec marca planuję start w 12. Półmaratonie Warszawskim. Nie odpuszczam, bo w każdym brałem udział. Na wynik się nie nastawiam. Natomiast od początku kwietnia czeka praca, by dobrze przygotować się do Mistrzostw Polski Weteranów w Krakowie, tym razem na otwartym stadionie, to na początku lipca. Bronię tam tytułu mistrzowskiego także na swoim koronnym dystansie 400 metrów. Poza tym, gdzieś tam rozpala się myśl, aby wystartować w Mistrzostwach Europy Weteranów w Aarhaus w Danii, to przełom lipca i sierpnia. Tu wszystko jednak zależy, jak i czy w ogóle dam radę udźwignąć to finansowo. Weterani, jak już mówiłem, to amatorzy. Związek nie pomaga finansowo w takich sprawach. Musimy sami organizować fundusze, a one nie są małe.

Zatem przydałby się sponsor, którego życzę, jak również realizacji planów i wspaniałych wyników.
Bardzo dziękuję. Będę starał się realizować swoje plany, bo lekkoatletyka to wspaniała przygoda. Zachęcam dzieci i młodzież do uprawiania lekkiej atletyki, bo przecież ta dyscyplina jest niejako wyjściową do innych sportów, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę.

Rozmawiał: Marcin Odolczyk