Strona główna Bez kategorii WYCHOWANEK DOMU DZIECKA SKAZANY NA TUŁACZKĘ

WYCHOWANEK DOMU DZIECKA SKAZANY NA TUŁACZKĘ

42
0
PODZIEL SIĘ

Zgodnie z obowiązującym prawem podopiecznym domów dziecka, którzy usamodzielniają się przysługuje wsparcie gminy w postaci zapewnienia im mieszkania. Tyle tylko, że z realizacją tego bywa różnie. Przekonał się o tym Paweł Grabowski, którego decyzje urzędników skazały na tułaczkę. Mimo że ma stały meldunek na terenie gminy Młodzieszyn, to nie ma gdzie mieszkać.

– Jestem obecnie w sytuacji bez wyjścia. Już prawie rok tułam się po ludziach, bo nie mam mieszkania. Mam meldunek w Helence, w gminie Młodzieszyn, i to władze tej gminy powinny zapewnić mi dach nad głową. Mieszkam praktycznie nigdzie. Teraz dodatkowo okazuje się, że nie tylko nie mam gdzie mieszkać, ale też, że chcą mnie urzędowo wymeldować, bo nieruchomość, w której byłem zameldowany, została sprzedana – żali się 21-letni Paweł Grabowski.

Chcą się mnie pozbyć

Życie nie rozpieszczało Pawła. Choć jest bardzo młody, to od lat musi sobie radzić sam. Gdy był dzieckiem, jego rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich, a potem przez prawie 10 lat był w domu dziecka i rodzinie zastępczej.
– Na szczęście w najtrudniejszych momentach mogę liczyć na ciocię, przyjaciół i dziewczynę. To z ich życzliwości korzystam. Przygarniają mnie i pomieszkuję trochę tu, trochę tam. Uczę się jeszcze zawodu, bo chcę być samodzielny i niezależny. Chciałem wrócić do Helenki i zacząć tam budować dom, założyć rodzinę. Ponieważ nadal jestem uczniem, przysługuje mi zapewnienie dachu nad głową przez PCPR w Sochaczewie, ale mimo monitów pisemnych i telefonicznych nikogo nie interesuje, gdzie mieszkam: ani gminy, ani PCPR, ani mojego opiekuna usamodzielnienia – opowiada Paweł.
Swoją krótką, ale bardzo trudną historię życia streścił na kilku stronach wraz z prośbą o pomoc: „Zwracam się do was z prośbą o pomoc, ponieważ ci, którzy z urzędu powinni mi pomóc robią wszystko, aby się mnie pozbyć i tym sposobem rozwiązać problem. Od urodzenia mieszkałem we wsi Helenka w gminie Mlodzieszyn. W 2004 roku, gdy miałem 9 lat, decyzją Sądu w Sochaczewie trafiłem najpierw do pogotowia opiekuńczego a następnie do Domu Dziecka w Giżycach. W 2007 roku trafiłem do rodziny zastępczej w Płochocinie, gdzie przebywałem do 2014 roku. Uczęszczałem wówczas i nadal uczęszczam do Zespołu Szkół Specjalnych w Lesznie. Ponieważ nie dałem się przekonać, że mam skończone 18 lat i mogę wziąć odprawę, po wielkich awanturach przydzielono mi mieszkanie, do czego Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Sochaczewie jest zobowiązane ustawą. Mieszkanie znajdowało się w Witkowicach, skąd dojazd do szkoły w Lesznie na godzinę 8 był praktycznie niemożliwy. W tygodniu mieszkałem więc u kolegów, a Witkowicach byłem w soboty, niedziele. Po 1,5 roku wójt gminy Młodzieszyn kazała mi mieszkanie opuścić, ponieważ przeznaczyła je dla kogoś innego. W zamian oferowała mi dwie nory, w które trzeba było włożyć kilka tysięcy złotych, aby nadały się do zamieszkania, i to też tylko na 6 miesięcy. Czyli ja bym wyremontował, a oni znów mieli by prawo mnie wyrzucić. Mieszkanie w Witkowicach opuściłem w maju 2016 roku. Meble złożyłem w szkole w Starych Budach, gdzie przewiozła je straż pożarna na polecenie pani wójt, a ja znów nigdzie nie mam miejsca”.
Paweł Grabowski zaznacza, że próbował różnych rozwiązań. Jednak uważa, że PCPR w Sochaczewie nawet nie próbuje odpowiadać mu, że cokolwiek robi w jego sprawie. Próbował starać się, aby PCPR lub Gmina Młodzieszyn pokryły mu koszty wynajmu pokoju w Lesznie. Jednak spotkał się z odmową, a na normalny wynajem pieniędzy mu brakuje: – Jedyne pieniądze, jakie dostaję to 500 złotych co miesiąc z PCPR. Miałem marzenie, że kiedyś, jak skończę szkołę to wrócę do Helenki. Okazało się, że to również jest niemożliwe. W styczniu moja rodzina sprzedała gospodarstwo po dziadkach, 4 hektary, bez postępowania spadkowego i nowy właściciel próbuje mnie wymeldować. Nie opuściłem Helenki dobrowolnie, tylko decyzją sądu. Gdy byłem tam rok temu szanse na remont były, ale obecnie wszystko zostało zrujnowane – twierdzi Paweł.

Mam gorzej od psa

Dopóki był nieletni, to przebywał w rodzinie zastępczej w Płochocinie. W rodzinie tej poza Pawłem była też jego o trzy lata młodsza siostra, Ewelina. Opiekunowie, jak się okazuje, wykazali maksimum dobrej woli. Nawet kiedy Paweł Grabowski skończył 18 lat, i nie miał już ustawowo opieki tych ludzi, to jeszcze przez trzy miesiące mógł korzystać u nich z mieszkania, gdyż PCPR w Sochaczewie odwlekało możliwość przydziału lokum. Trwała urzędnicza wymiana korespondencji. W końcu mieszkanie dostał, ale w maju 2016 roku kazano mu je opuścić.
– Pokazują w gazetach i telewizji psy wyrzucone na ulicę, a czym ja się od nich różnię? Wójt gminy Młodzieszyn mnie wyrzuciłam nie troszcząc się o to, gdzie się podzieję. PCPR, który do czasu nauki powinien mi zapewnić dach nad głową, w ogóle nie chce ze mną rozmawiać. Czy tym wszystkim urzędnikom wolno bezkarnie wyrzucić podopiecznego na bruk? – pyta Paweł Grabowski – Doradztwo urzędników jest takie: rzuć szkołę, idź do pracy to na wynajem zarobisz. A ja bym chciał mieć zawód, bo w obecnych czasach bez zawodu to pracy się nie znajdzie. W Lesznie skończyłem jako pierwszą szkołę zawodową o kierunku ogrodnik, a teraz uczęszczam na kierunek kucharz, i to jest to, co chciałbym robić w życiu.
Paweł zaznacza, że dorywczo, jak ma wolną chwilę od nauki to pracuje. Wykonuje najróżniejsze prace, jakie tylko mu zaproponują. Pracuje u znajomych i ludzi, którzy mu pomagają. Nie są to wielkie pieniądze, ale ma świadomość, że jest przydatny. Mówi, że chce sobie jakoś radzić, aby nie być zdanym tylko na wsparcie ludzi.
Od połowy maja 2016 roku Paweł Grabowski nie ma domu. Jeszcze w maju 2016 roku Katarzyna Kajak, dyrektor PCPR, podjęła działania i wystosowała pismo z prośbą do Moniki Pietrzyk, wójta gminy Młodzieszyn, o przydział lokalu mieszkalnego dla Pawła.
„Z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Sochaczewie Paweł Grabowski otrzymuje pomoc na kontynuowanie nauki w wysokości 500 złotych miesięcznie. Wychowanek nie może liczyć na żadną pomoc ze strony rodziny biologicznej. Ponadto informuję, że powiat sochaczewski nie posiada żadnych zasobów mieszkaniowych i w tym zakresie nie może udzielić pomocy” – informowała wójta dyrektor PCPR.
– Teraz chcą mnie pozbawić meldunku drogą administracyjną, bo wtedy pozbędą się mnie i całego problemu. Nikt nie rozmawiał ze mną o wymeldowaniu mnie. A ja chcę po skończonej szkole zamieszkać w Helence. To moje marzenie – dodaje 21-latek.
W zaistniałej sytuacji pomoc w rozwiązaniu problemu zadeklarowała Kamila Gołaszewska-Kotlarz, radna miejska i zastępca dyrektora PCPR, która obiecała przyjrzeć się dokładnie wraz z pracownikami Centrum sprawie Pawła Grabowskiego.
– To, co prawda dorosły człowiek, ale nadal jako uczący się korzysta z naszego wsparcia. Nie może być tak pozostawiony sam sobie. Zobaczę, co da się w tym temacie zrobić – obiecała.

Sprawa w zawieszeniu

Jaki będzie los Pawła Grabowskiego, tego nie wiadomo. 31 stycznia wszczęte zostało postępowanie administracyjne w sprawie wymeldowania Grabowskiego z pobytu stałego w Helence. Jest ono prowadzone na wniosek osoby, która nabyła nieruchomość. Na razie młody człowiek walczy o to, by nie pozbawiono go meldunku, gdyż chce mieszkać na terenie gminy Młodzieszyn. Najchętniej w Helence, choć jego dawny dom rodzinny nie nadaje się obecnie do zamieszkania, gdyż jest zdewastowany.
– To jedyna taka sprawa w naszym urzędzie. Jest w toku i trudno coś na ten temat powiedzieć. Sprawy meldunkowe są o tyle jasne, że jeśli ktoś nie mieszka w danym miejscu, to ma obowiązek być wymeldowany. Jednak sprawa pana Grabowskiego jest skomplikowana i będzie wyjaśniana. Trudno wyrokować w tej chwili. Najpewniej decyzje zapadną do końca marca, bo do tego czasu został wyznaczony termin na załatwienie tej sprawy – mówi Agnieszka Wilanowska, zastępca kierownika Urzędy Stanu Cywilnego w Młodzieszynie, który prowadzi także sprawy związane z ewidencja ludności.
Zatem sprawa na razie nie jest beznadziejna, gdyż trwa jej urzędowe wyjaśnianie. Przy czym, jak zauważa Paweł Grabowski, żeby sprzedać nieruchomość powinno być przeprowadzone postępowanie spadkowe, a tego nie było. O sprzedaży ziemi przez jego rodzinę dowiedział się w momencie, gdy poinformowano go o wniosku o wymeldowanie. Ktoś zatem coś przegapił lub naciągnął prawo. Teraz urzędnicy próbują wyprostować problem i sprawę rozwiązać.
– Mam nadzieję, że rozstrzygnięcie będzie po mojej myśli. Jeśli gmina zaproponuje mi mieszkanie, ale nie norę, jaką wcześniej mi oferowano, lub partycypację w kosztach wynajmu to się na to zgodzę – stwierdza Paweł. – Na razie złożyłem pismo z prośbą o niewymeldowywanie mnie z pobytu stałego w Helence, bo nie zgadzam się z tym. Moim zdaniem takie wymeldowanie jest bezpodstawne. Teraz czekam na wynik sprawy – kończy 21-latek.
Swoje stanowisko przedstawił też do wiadomości PCPR w Sochaczewie i starosty sochaczewskiego. Czy nadal będzie skazany na tułaczkę? Tego nie wiadomo. Paweł Grabowski o niczym nie marzy, jak tylko o dachu nad głową, tym nawet najskromniejszym.
Bogumiła Nowak
Fot. Bogumiła Nowak

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDzień słodkości
Następny artykułPRZECIEŻ MY TU ŻYJEMY