Strona główna Historia MŁODZIESZYN W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM

MŁODZIESZYN W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM

343
0
PODZIEL SIĘ

Do tej pory ma łamach Expressu opisywałem dzieje Młodzieszyna i okolic głównie z okresu XIX wieku. Czas przeskoczyć tę cezurę czasową, i wspomnieć o kilku wydarzeniach z wieku XX.

Mimo że większość opisanych w tym artykule zdarzeń miała miejsce już po odzyskaniu przez Polskę niepodległości 11 listopada 1918 roku, to rozpocznę od wydarzenia jeszcze z czasów I wojny światowej. Bowiem mocno zaważyło ono na losach Młodzieszyna (zwłaszcza społeczno – gospodarczych) już w wolnej Polsce.

Upadek cukrowni

1 stycznia 1915 roku na Młodzieszyn – będący pod okupacją niemiecką – spadły pociski rosyjskiej artylerii rozlokowanej w okolicach Wyszogrodu. Jak wspomina zmarły niedawno Stanisław Fortuna, fornal w majątku Młodzieszyn przed II Wojną Światową, atak ten wywołał niebywałe zamieszanie.
Z racji drewnianej w większości zabudowy miejscowości, szybko objęły ją pożary. Zapaliła się również miejscowa cukrownia (największy przed I Wojną Światową zakład w powiecie sochaczewskim), która spełniała funkcję lazaretu. Panika powstała w wyniku rosyjskiego ostrzału spowodowała, że nie zdążono ewakuować w porę wszystkich znajdujących się tam rannych żołnierzy. Wielu spłonęło żywcem. Wśród nich byli z pewnością Polacy siłą wcieleni do armii niemieckiej. Tragicznie zmarli spoczęli na polowym cmentarzu nieopodal cukrowni, który już w wolnej Polsce przeniesiono (dosyć niestarannie) w rejon dzisiejszej ulicy Wyzwolenia. Z racji jasnego piasku zalegającego łagodny pagórek, zyskało ono nazwę „Wzgórza Wschodzącego Słońca”.
Wróćmy jednak do cukrowni. Będący centrum życia gospodarczego, kulturalnego i oświatowego (działała tu szkoła, ochronka dla matek, straż pożarna, a nawet teatr) zakład już nie podniósł się z ruin. Część wyposażenia wywieziono do Niemiec, część trafiła do fabryki chemicznej w Boryszewie. Były plany jej odbudowy (miał ją wykupić jakiś francuski przedsiębiorca), jednak spełzły na niczym.
Cegłę powoli rozbierano na zabudowania gospodarcze, zaś sam plac po zakładzie stał się miejscem zabaw okolicznych dzieci.
Kończąc czas pierwszej wojny, wspomnę o postaci, która miała się zapisać w historii Młodzieszyna już w czasie II wojny. Wśród rozbrajanych, w listopadzie 1918 roku, Niemców był niejaki Derhing, wówczas szeregowy żołnierz, miał powiedzieć, że jeszcze tu wróci i rozprawi się z Polakami. Niestety dotrzymała swej obietnicy, zostając podczas okupacji oprawcą miejscowej ludności.

Duża gmina

Po odzyskaniu niepodległości Młodzieszyn (jako gminę wiejską) włączono do powiatu sochaczewskiego. W jej skład wchodziły aż 62 wsie i kolonie oraz 9 folwarków; Justynów, Łęg, Mistrzewice, Młodzieszyn, Radziwiłka, Stefanów, Witkowice, Sokule, Młodzieszyn Poduchowny.
Spis powszechny, przeprowadzony w 1921 roku, wspomina o 5492 osobach zamieszkujących teren gminy, co dawało średnią gęstość zaludnienia 53 osoby na km kwadratowy. W zdecydowanej większości była to ludność wyznania rzymsko-katolickiego, było też 169 ewangelików (głównie ze wsi Olszynki) i niemal setka wyznania mojżeszowego. Ci z kolei zamieszkiwali Białą Górę i Juliopol.
Największym folwarkiem był majątek rodziny Iwanickich (niemal 1100 hektarów), którzy chlubili się zamieszkiwanym przez siebie pałacem murowanym, którego korzenie miały sięgać jeszcze czasów Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Dziś jego – bardzo nieudolnie przebudowaną – pozostałością jest dom nauczyciela.
Do niedawna niewiele wiadomo było o drugim, dużym młodzieszyńskim folwarku, tzn. Młodzieszynie Poduchownym. Zajmujący ponad 70 hektarów majątek – rozciągający się między dzisiejszą ulicą Chodakowską, Sochaczewską i drogą do Janowa – przed pierwszą wojną należał do miejscowego proboszcza. Potem nabył go niejaki Eugeniusz Szeweryn. Ciekawostką był fakt, że ten dosyć pokaźnych rozmiarów majątek zamieszkiwało zaledwie 5 osób.
Ważną postacią omawianego okresu w Młodzieszynie był ówczesny proboszcz, ksiądz Kajetan Kopański. Swą posługę sprawował od 1904 roku, aż do śmierci w 1947 roku, w parafii wyróżniającej się głęboką wiarą i religijnością.
Szczególną uwagę zwracał murowany, piękny kościół i dzwonnica (istniejąca do dziś), pobudowane jeszcze w końcu XIX wieku przez innego, zasłużonego młodzieszyńskiego proboszcza, księdza Antoniego Morskiego.

Gospodarcze inicjatywy

Ziemie gminy Młodzieszyn tuż po odzyskaniu niepodległości długo leczyły rany po zniszczeniach wojennych: nieustanne rekwizycje, zniszczone zasiewy i uprawy, nie napawały optymizmem przy odbudowie. Mimo to dosyć sprawnie zabrano się do naprawy zniszczeń.
W latach międzywojennych działały w Młodzieszynie liczne, ale raczej małe inicjatywy gospodarcze. Zaliczamy do nich trzy wiatraki – napędzany silnikiem benzynowym wiatrak należący do rodziny Drzewieckich, z dzisiejszej ulicy Wiatracznej, drugi w okolicach cmentarza w Juliopolu i trzeci w Mistrzewicach, młyn motorowy w majątku Iwanickich. Była też mała cegielnia w Juliopolu. Warto wspomnieć również o spółdzielni „Kooperatywa Sochaczewskiego Rolniczego Stowarzyszenia Spożywców” oraz piekarni, która działała pod agendą F. Efroimowicza.
Mieszkańcy mogli udać się do dosyć pokaźnej ilości sklepów, prowadzonych głównie przez ludność wyznania mojżeszowego ( min. A. Szlosberg, M. Rozenberg), choć byli także polscy właściciele (S. Wiśniewski, A. Kufert i M. Makowiecki).
W Młodzieszynie nie było stanowiska lekarza, jego obowiązki pełnił felczer R. Blum, aptekę prowadził Franciszek Stefański. Porody zwykle odbywały się w domu, przy których asystowała akuszerka młodzieszyńska, pani Wiśniewska.

Drewniany i bez bruku

Pochodząca z 1929 roku mapa Młodzieszyna, pokazuje istnienie tu torów wąskotorowej kolejki gospodarczej, przebiegającej spod dzisiejszego parkingu przy wejściu do kościoła, przez teren za ośrodkiem zdrowia, aż po nasyp nad dzisiejszym stadionem. Tą drogą przewożono buraki do cukrowni wcześniej składowane w gigantycznych kopcach. Czy używano jej jeszcze wtedy, to trudno do końca stwierdzić.
Młodzieszyn wówczas wyglądał zupełnie inaczej. Tylko niewielka część dróg była utwardzona (brukowana), właściwie tylko te prowadzące do dawnej cukrowni i majątku Iwanickich. Zdecydowana większość zabudowań była drewniana, murowany był tylko kościół, dzwonnica, pozostałości po cukrowni, pałac Iwanickich i pojedyncze domy w centrum miejscowości.
Wieczorem miejscowość pogrążała się w ciemnościach, bo brak było oświetlenia. Najbardziej popularnym środkiem transportu był własne nogi, rzadziej furmanki. Pierwszy rower zakupił Eugeniusz Kmieciński. Pojawienie się tu automobilu wywoływało prawdziwą sensację. Władze gminy urzędowały w zupełnie innym miejscu – przy dzisiejszej ulicy Sochaczewskiej, w drewnianym budynku, który spłonął podczas kampanii wrześniowej.
Warto wspomnieć o jednym z wójtów gminy po I wojnie, tzn. Józefie Orlińskim, pochodzącym z miejscowości Kujawki. Przejawem życia społeczno-kulturalnego w przedwojennym Młodzieszynie była działalność kół Młodzieży Wiejskiej oraz Hufca Przysposobienia Wojskowego. Funkcjonowała (prawdopodobnie od 1928 roku) również kasa oszczędnościowa Stefczyka.
Wolne chwile mieszkańcy spędzali nad młodzieszyńskimi stawami, które – dużo większe niż obecnie – dostarczały wielu rozrywek, jak łowienie ryb czy kąpiele. Z inicjatywy władz i społeczeństwa powstał przed II Wojną Światową obelisk upamiętniający odzyskanie przez Polskę Niepodległości. Stał nieopodal dawnej organistówki. Niemcy zniszczyli go w czasie okupacji.

Zapomniany poeta

Obraz Młodzieszyna w okresie po I wonie światowej nie byłby pełny, gdyby nie wspomnieć o postaci poety z Juliopola, Janusza Wilatowskiego. Postaci równie nieznanej, co tragicznej. Wilatowscy nie pochodzili z Młodzieszyna, lecz przybyli tu z majątku Krępa pod Garwolinem, gdy ten majątek uległ zniszczeniom w czasie I wojny światowej. Wybór nowej siedziby padł na ziemie pod Młodzieszynem, której centralnym punktem był ulokowany na małym wzniesieniu drewniany dworek ze stylowym gankiem, porośniętym pięknymi, pachnącymi malwami. Te, niemal sto hektarów ziemi (tzw. Wilatowszczyzna) znajdowało się przy dzisiejszej drodze z Młodzieszyna do Chodakowa – w pobliżu drogi na cmentarz parafialny.
Janusz Wilatowski urodził się w 1901 roku jeszcze w majątku Krępa. Był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku. Po zwolnieniu z wojska studiował na Uniwersytecie Poznańskim filologię polską. To wówczas ukazały się jego pierwsze wiersze w tomiku „Meandry”. Dalsza cześć jego twórczości wyraźnie zdradza fascynację koniem i rolą, jaką odegrał on w historii narodu polskiego. Dowodem tego jest wydana w 1927 roku książka „Koń w życiu polskiem. Rys historyczno – obyczajowy” (pisownia oryginalna). W latach trzydziestych publikował wiersze w prasie i wydawnictwach stołecznych. Dobrze rozwijającą się karierę zakłóciła schizofrenia. Miał zapaść na nią po wydarzeniach zamachu majowego z 1926 roku. Inni uważają, że było to pokłosie nieudanej miłości do pewnej bogatej panny, Zofii. Bardzo długo opierał się sugestiom leczenia szpitalnego: tworzył nadal, ale choroba postępowała błyskawicznie. Wreszcie za namową przyjaciela rodziny Stanisława Wojtkiewicza, kilka razy trafił na leczenie do Warszawy. Jego śmierć 20 lipca 1939 roku (następstwie wypadku, miał spaść z konia) przekreśliła jego dobrze rozwijającą się karierę. Spoczął na cmentarzu parafialnym w Juliopolu.
Marek Orzechowski
Opis fotografii:
Fot 1. Niemiecki cmentarz w Młodzieszynie/ fot. ze zbiorów Andrzeja Kornackiego
Fot 2. Po mszy w Młodzieszynie Lata XX minionego wieku/fot. ze zbiorów Andrzeja Kornackiego
Fot. 3 Obelisk przed organistówką w Młodzieszynie/ fot ze zbiorów autora.