Strona główna Kultura DZIEŃ, GDY NIC NIE ZROBIĘ JEST STRACONY

DZIEŃ, GDY NIC NIE ZROBIĘ JEST STRACONY

23
0
PODZIEL SIĘ

Z Jolantą Małczak, malarką i poetką, rozmawia Bogumiła Nowak

Całe Pani życie to ciąg wielu pasji i fascynacji artystycznych. Nie jest Pani zawodowym twórcą, a jednak osiąga sukcesy, których mógłby pozazdrościć niejeden profesjonalista. Jak i kiedy zaczęła się Pani przygoda ze sztuką?
Rzeczywiście nie jestem twórcą profesjonalnym. Jestem z zawodu kolejarzem. Mechanikiem pojazdów trakcji elektrycznej. W mojej rodzinie zawód kolejarza był przekazywany pokoleniowo. Teraz jestem na emeryturze, co nie znaczy, że się nudzę. Prowadzę bardzo aktywny tryb życia. Tak już mam, że nie lubię się nudzić. Jak zaczęła się moja przygoda ze sztuką, czyli pisaniem wierszy i malarstwem? No to tak wyszło, ni stąd ni zowąd. Zawsze lubiłam wyzwania i próbowanie się na różnych polach działania. Najpierw była literatura. Zaczęłam pisać wiersze jakieś pięć lat temu. A potem to już się posypało. W dorobku mam ponad 300 wierszy. Z początku jednak nie było to takie łatwe. Człowiek musi się przemóc, nauczyć. No i się uczy. Krok za krokiem. Bardzo lubię pisać. Raz wychodzi mi łatwiej, innym razem z większym wysiłkiem. To zależy od dnia, nastroju, pomysłu. Najbardziej lubię pisać o miłości i przyrodzie. Mieszam fikcję literacką z życiem. Bawię się słowem i tworzę w nim obrazy. Lubię pisać w sposób prosty i zrozumiały. No i wiersze rymowane, choć to podobno niemodne teraz. Niektórzy fachowcy od poezji twierdzą, że wiersz ma być trudny, niezrozumiały, że człowiek musi się przez słowa przedzierać i szukać klucza. Ale to nie dla mnie. Ja uważam, że wiersz ma trafiać do człowieka i poruszać go, wywoływać emocje.
Nie wiem, skąd wzięło się u mnie pisanie wierszy. Inni pisali, i ja zdecydowałam się spróbować. Z malowaniem też wyszło podobnie. Pojawił się przegląd twórczości kobiet „Malujące Ewy”. Znów chciałam spróbować. I cztery lata temu zrobiłam swój pierwszy obraz. To były kwiaty w wazonie. Ułożyłam własną kompozycję i namalowałam ją. Gdyby mi wtedy tego obrazu nie przyjęli na wystawę, to pewnie skończyłaby się moja malarska przygoda. A tu przyjęli i jeszcze ludziom się spodobało. Tak więc odtąd maluję i piszę.
Kiedy startowałam w „Malujących Ewach” chciałam zobaczyć, czy mi się uda i jak wypadnę na tle innych. Nie jestem zawodowym malarzem i do wszystkiego doszłam sama metodą prób i błędów. Chyba wychodzi mi to nienajgorzej, bo gdybym malowała kiepsko, to chyba nic bym nie sprzedała i nie miała zamówień. Właśnie na „Malujących Ewach” poznałam panią Basię Jachimowicz, zawodową malarkę, i jakiś czas pod jej kierunkiem uczyłam się malowania. Bardzo wiele mi to dało wiedzy i umiejętności.
Ostatnio pojawiły się dodatkowo ikony. Na tym polu też chcę coś osiągnąć i nauczyć się czegoś nowego. Maluję co prawda obrazy nawiązujące do ikon, ale zdecydowałam się poznać, jak powstają te prawdziwe, tworzone w tradycyjnej technice powstałej sprzed setek lat.

Łączy Pani swoje dzieła w jedną całość jako jedną kompozycję.
No, tak to wychodzi. Namaluję obraz. Potem do tego w formie uzupełnienia napiszę wiersz. A na koniec robię z tego slajd i kartkę grającą, która treścią odpowiada całości. Wrzucam do sieci internetowej. Jednak ostatnio coraz mniej moich wierszy tam publikuję. Chcę próbować swoich sił w konkursach, a w Internecie zdarza się, że ludzie podbierają cudze utwory i podpisują własnym nazwiskiem. Taka po prostu kradzież. Nie ma na to siły, bo jak udowodnić, że to są moje wiersze. Więc nie wrzucam już tak często ich do sieci, aby nie być ofiarą takich kradzieży.

Konkursy nie tylko poetyckie, czy malarskie to Pani pasja. Ma Pani całą pulę wygranych nagród. Skąd to u Pani się wzięło?
Lubię sprawdzać moje możliwości. Widocznie, to co robię jest dobre i podoba się, ponieważ gdyby tak nie było, nie wygrywałabym aż tyle. Są to mniejsze i większe konkursy, które wyszukuję w gazetach. Startuję prawie we wszystkich. Są różne tematycznie. Patrzę, w czym wezmę udział, bo wiem, że jak wystartuję, to na pewno coś wygram. Każdy udział w konkursie wymaga ode mnie sporo wysiłku i zaangażowania. Tak już mam, że jeśli startuję, to zawsze jestem dobrze przygotowana. Lubię rywalizować, a cieszy mnie nawet najmniejsza wygrana.

Ta najcenniejsza wygrana, to…
Oj, trudno wymienić, gdyż jest ich aż tyle. Największy konkurs, któremu jestem wierna niemal od początku jego powstania, to konkurs Mazowieckich Szopek. Zawsze w tym konkursie coś wygrywam. W ostatnim zdobyłam pierwszą nagrodę. To była szopka-album, złożona z obrazów akrylowych w pięknej oprawie ręcznie przeze mnie wykonanej. Gdybym zrobiła zwyczajną szopkę z figurkami jak wszyscy, to nie miałabym szans na nagrodę. A tak moja praca została zauważona i zdobyłam pierwszą nagrodę.
Zresztą albumy na zdjęcia to moja wielka pasja. Sama je robię od a do zet. Są to moje autorskie pomysły. Na konkursach, jak uważam, trzeba prezentować własne prace, bo tylko takie mają szanse zaistnieć. Poza tym taka wygrana najlepiej smakuje i daje największą satysfakcję. Choć zwykle wygrywam w konkursach, to nie jest to jak w totolotku. Na każdą wygraną trzeba się solidnie napracować. Trzeba się do tego przyłożyć, aby wszystko wyszło zgodnie z planem.

Takich autorskich albumów, pełnych skrytek i niespodzianek, dekorowanych wklejkami, często rękodzielniczymi nie znajdzie się w żadnym pamiątkarskim sklepie. To prawdziwe dzieła sztuki. Skąd czerpie Pani na nie inspirację? Skąd też pomysły na obrazy?
Z głowy, z mojej fantazji. Nie wiem, skąd się biorą. Szukam wokół siebie różnych pomysłów. Przynosi je życie. Wykorzystuję nawet zdawałoby się prozaiczne materiały, które inni wyrzucają. Na przykład kartoniki z rolek po papierze toaletowym. Biorę też jakieś resztki i detale do ozdoby. Efekt jest murowany. Praktycznie wszystko można wykorzystać do stworzenia albumu. Niczego nie wyrzucam, bo zawsze coś może się przydać.
Natomiast w obrazach maluję otaczający mnie świat. Lubię światło i kolor – na przykład noc i latarnie. Mam taki cykl obrazów przedstawiający cztery pory roku, jedno miejsce w parku, w nocy. Lubię tworzyć obrazy, które są jasne i kolorowe. Od początku moim ulubionym tematem jest zima, kwiaty i chałupy wiejskie. Od tego zaczęłam też w moim malarstwie. No i obrazy religijne – Chrystus, Matka Boska Częstochowska, anioły, święta rodzina…
Nie maluję bardzo wiernych kopii, niemal identycznych, gdyż mnie to tak naprawdę nie interesuje. Malarz powinien tworzyć własne prace, nie ściągać od nikogo. Nie jestem na tyle dobra, by dorównać oryginałowi i na pewno nie namaluję wiernie „Mony Lisy” czy „Damy z gronostajem”. Zresztą tego nie chcę. Trzeba znaleźć własną drogę i własny styl twórczy. Każdy malarz powinien iść do przodu, a malowanie obrazów innych artystów, to zatrzymanie się w miejscu i brak rozwoju.
Nie wiem, skąd są moje inspiracje. To wychodzi tak samo z siebie. Po prostu pojawia się jakiś pomysł i już jest. Kiedyś, jak zaczynałam pisać wiersze, to zawsze koło łóżka przed snem układałam kartkę papieru i długopis. Wtedy, jak budziłam się w środku nocy i nie zapisałam pomysłu, to mi wszystko uciekało. Teraz już tak nie jest, ale wcześniej było.
W malowaniu zaczynałam od małych obrazów i prostych tematów, prawie dziecięcych – zwierzątka, kwiaty, pejzaże. Stopniowo szłam w kierunku coraz trudniejszych tematów. Stale szukam i próbuję.

Podobno pisze Pani również wiersze pod konkretne zamówienia, czy to trudne?
Oczywiście, że piszę pod zamówienia. Tworzę swoje własne, oryginalne utwory. Czy jest łatwo napisać na zamówienie? Różnie z tym bywa. Raz udaje się lepiej, a raz kosztuje masę wysiłku. Ważny jest klucz do tematu, pomysł. Wszystkiego się można nauczyć, a pisanie na zadany temat jest trudne, ale przynosi satysfakcję. Bardzo dużą satysfakcję, jak rozwiązanie trudnego zadania w matematyce.

Ale powstają nie tylko obrazy, albumy i wiersze. Pani ma wiele zaskakujących pomysłów.
Lubię robić własne dekoracje stołów. Takie świąteczne. Nie brakuje nam świąt i zwykle nie ma miesiąca, by jakieś nie wypadło – to Boże Narodzenie, to Wielkanoc, to imieniny, urodziny, wesela, czy ważne, rodzinne rocznice. Każda okazja jest dobra, aby w miłej atmosferze wśród bliskich poświętować. A dekoracje, które do tych świąt i rodzinnych okazji robię, dodają im uroku. Wykorzystuję do dekorowania stołów kwiaty, które mam w ogródku, jakieś elementy z domowego „skarbczyka” i detale dekoracyjne. Lubię to robić, bo to niesamowite pole do popisu. Poza tym lubię też korale i bransoletki, które noszę do wszystkiego. Czasem coś sama w tym temacie skomponuję. Tu też jest spore pole do twórczego działania. Zresztą wyznaje zasadę, że dzień, w którym nic się nie zrobiło – nie namalowało obrazu, nie napisało wiersza, nie wymyśliło czegoś przydatnego jest dniem straconym. Uwielbiam też robić różności na drutach. To również inspirujące działanie.

Tyle pasji i zainteresowań dla jednej osoby. Co rodzina na to, że nie usiedzi Pani spokojnie nawet chwili?
Mam cudowną rodzinę. A co może być od niej ważniejszego? Mam świetny kontakt z synami, synowymi i wnukami. Mąż nie ma uzdolnień plastycznych, ale wspiera mnie w moich poczynaniach na każdym kroku. Bliscy doceniają to co robię i nie wstydzą się mnie. Co prawda, jak się maluje dwa czy trzy lata, to trudno mówić o wielkich dokonaniach. Cały czas jednak poznaję sztukę i uczę się jej. Nie żałuję niczego, co robię w życiu.
Lubię moim wnukom czytać bajki i wspólnie z nimi malować. Zresztą wnuczkowie trochę się na mnie zapatrzyli i niewykluczone, że pójdą w moje ślady. Już teraz wspólnie robimy różne rzeczy. Wnukowie są tak nauczeni, że robią nam, dziadkom różne prezenty. Sami je wymyślają i wykonują. Na przykład starszy na dzień babci uszył i ozdobił mi piękną, karnawałową torebkę.
Przepadam też za spotkaniami z rodziną, znajomymi i przyjaciółmi. Robię coś dobrego do jedzenia, siadamy przy grillu lub w domu przy stole i spędzamy miło czas na rozmowach, wymianie pomysłów, byciu ze sobą. Lubię też rozpalić kominek. Ogień w nim jest przez cały rok. Staram się nie tylko dla siebie, ale też dla rodziny i przyjaciół być taka, jaka jestem. Nie czuję upływu lat, nie czuję się staro.

Pani plany, marzenia i zamierzenia na najbliższe lata?
Nauczyć się gry na gitarze. To jednak marzenie ściętej głowy, i nie wiem czy mi to wyjdzie, choć bardzo bym chciała umieć zagrać na tym instrumencie. Poza tym chciałabym wydać choć malutki tomik moich wierszy o zimie, miłości, życiu i przyrodzie. Niektóre z moich utworów są bardzo dobre. Tak oceniają je krytycy i ludzie, którzy je czytają. Nie zdarzyło się, by komuś z komentujących się nie spodobały. Myślę, że zarówno moje wiersze, jak i obrazy są teraz bardziej staranne i dopracowane niż te na początku. Mam świadomość, że stale się rozwijam i to dodaje mi sił. Jestem aktywna, pełna energii i najważniejsze, że na nic nie narzekam, ani na zdrowie, ani na zły humor. To powoduje, że czuję się szczęśliwa, zadowolona z życia, rodziny i nie czuję, żeby cokolwiek mi brakowało. Czuję się spełniona. Mam nadzieje, że jeszcze sporo osiągnę.

Tego więc życzę i dużo zapału w poszukiwaniach pomysłów do nowych dzieł. Dziękuję za rozmowę

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKoniec koszmaru
Następny artykułSkarpa została przybita