Strona główna Kronika kryminalna MORDERSTWO W AGENCJI TOWARZYSKIEJ

MORDERSTWO W AGENCJI TOWARZYSKIEJ

57
0
PODZIEL SIĘ

Ta dziewczyna mogła mieć najwyżej 15 lat. Szczupła, delikatna, miała dziecięcy wyraz twarzy. To było jeszcze dziecko. Była otumaniona, jakby pod wpływem narkotyków lub czegoś innego. Uciekła z ośrodka wychowawczego w Kielcach i trafiła w ręce sochaczewskich przestępców. Teraz – za schronienie i wyżywienie – miała świadczyć usługi seksualne w burdelu.

Mariusz N. jest znanym sochaczewskim przestępcą, od lat przebywa w aresztach i zakładach karnych. Gdy – zwykle na krótko – z nich wychodzi, stawia w stan gotowości policję. Ten wyjątkowo niebezpieczny i przebiegły człowiek może wkrótce wrócić na dłużej do Sochaczewa. Człowiek ten twierdzi, że ma wiedzę o handlu ludźmi, licznych napadach i o morderstwach. Sam oczywiście nie brał w nich udziału. Tak twierdzi, ale czy tak jest naprawdę?
Od kilku miesięcy weryfikuję jego przestępcze CV. Fikcja miesza się w nim z prawdą, którą stara się ukryć, przypisując liczne zbrodnie swoim znajomym. Tak jest i tym razem.
– To był 1999 rok, pojechałem wtedy do Skierniewic z Krzysztofem K. i „Pelem”, który miał tam jakieś udziały w agencji towarzyskiej – opowiada Mariusz N. – Był też z nami Arkadiusz R., na którego mówili „Augusto”.

Balety trwały cztery dni

Mariusz N. przyznaje, że tę agencję w Skierniewicach odwiedzał często, i czuł się w niej niczym u siebie w domu: – Tam nie było stałej załogi dziewczyn. Te dziwki, co tam pracowały, to były głównie dziewczyny na ucieczkach z ośrodków wychowawczych. Takie piętnasto -szesnastoletnie gówniary. One świadczyły tam za schronienie i wyżywienie usługi seksualne. I ten biznes dzięki temu się kręcił, ale rotacja była duża. Jedne się pojawiały, inne gdzieś znikały. Wtedy też było tam kilka dziewczyn. Nie pamiętam ich imion, bo one i tak je zmyślały.
Jak mówi, balety w agencji trwały 4 dni i 3 noce. A towarzystwo cały czas było mocno pijane. W czasie tej imprezy Mariusz N. podsłuchał rzekomo rozmowę:
– Wywieziemy ją do Niemiec, i weźmiemy za nią pieniądze – miał mówić „Augusto” do Krzysztofa K.
– Zajebiemy ją po prostu i tyle – odpowiedział ten drugi – Nie będziemy się z nią nigdzie bujać, to ryzykowne.
Mariusz N. twierdzi, że nie wiedział na początku, o co chodzi: – Wszyscy byliśmy pijani i byłem pewien, że oni tak po pijanemu bredzą. Z tego towarzystwa ja byłem chyba najtrzeźwiejszy. Potem się domyśliłem, o co chodzi. Gdyż nieco wcześniej, ale już w trakcie tej imprezy „Pele” przywiózł jakąś nieletnią Karolinę z Kielc, pojechał po nią gdzieś swoim białym oplem vectrą.
Jak relacjonuje Mariusz N., wszyscy pili na parterze domu, w którym była agencja.
– W pewnym momencie poszedłem do ubikacji na górę, był też tam „Augusto”. Poprosiłem go, aby pokazał mi tę małolatkę, co ją „Pele” przywiózł. Byłem po prostu ciekaw, jak wygląda. On bez słowa otworzył kluczem drzwi jednego z pokoi. Zobaczyłem dziewczynę, według mnie mogła mieć najwyżej 15 lat. To było jeszcze dziecko. Szczupła, delikatna, miała dziecięcy wyraz twarzy. Utkwiło mi w pamięci, że ona była otumaniona, jakby pod wpływem narkotyków lub czego innego. Ona się nie odzywała, nie pamiętam, czy zareagowała na otwierane drzwi. To ją chcieli sprzedać lub zabić. Widziałem ją przez chwilę, nie wchodziłem do środka. W tej agencji byłem już wiele razy i dobrze pamiętam ten pokój.

Z ziemi wystawała stopa

Po chwili obaj z „Augusto” zeszli na dół dalej imprezować, i w tym czasie nie było już rozmów o tej dziewczynie: – Poza tym urwał mi się film i zasnąłem. Obudziłem się następnego dnia koło południa. Rozejrzałem się po domu, wypiłem piwo, ale nie było tam, ani właściciela, ani moich kumpli. Zapytałem jednej z dziwek, gdzie oni są. A ona na to, że gdzieś pojechali, to wypiłem jeszcze kilka piw, i też się zabrałem do domu. Potem zadzwonił do mnie „Augusto” i zapytał, czy może do mnie przyjechać. I jak przyjechał, to rozmawialiśmy o imprezie w Skierniewicach. W trakcie tej rozmowy zapytałem o tę dziewczynę z agencji, kto to jest i co się z nią dzieje.
– Ona miała być wywieziona do Niemiec i sprzedana, ale się popierdoliło z nią i została zajebana – odpowiedział spokojnie „Augusto”.
Mariusz N. twierdzi, że mu w to nie uwierzył: – Wyśmiałem go, że zmyśla. Wtedy on powiedział, że pokaże mi miejsce, gdzie ją zakopali. Nie wierzyłem mu, ale zgodziłem się z nim tam pojechać.
Według słów Mariusza N. pojechali na teren motocrossu w Sochaczewie, tam zostawili samochód i poszli w stronę przystani: – Przeszliśmy kilkaset metrów, i on zaprowadził mnie w zarośla nad brzegiem Bzury, tam była świeżo rozkopana ziemia, i dostrzegłem, że wystaje z niej stopa w bucie. Byłem przerażony, tym co zobaczyłem; dotarło do mnie, że miało miejsce morderstwo, i mogłem być w nie zamieszany. Miałem już przed oczami pobliski Zakład Karny w Łowiczu. „Augusto” był mocno zdenerwowany i mówił, że trzeba to poprawić, lepiej zakopać ciało. Usiłował ukryć wystającą z ziemi nogę. Potem odwiózł mnie do domu, po drodze zapytałem go, kto zabił dziewczynę? On odpowiedział, abym się w to nie wpierdalał. Potem jeszcze „Pele” i Krzysiek K. dali mi do zrozumienia, że jak będę się za bardzo interesował tą dziewczyną, to skończę tak jak ona. Wiedziałem, że oni nie rzucają słów na wiatr.

Seryjny morderca?

Tyle o morderstwie w agencji towarzyskiej opowiedział Mariusz N. Zdarzenie to miało mieć miejsce w 1999 roku. W tym samym czasie zniknęła sochaczewianka Marzena Cichocka. Śledczy nie wykluczają, że związek z tą sprawą ma właśnie Mariusz N. Od początku był typowany jako sprawca uprowadzenia Marzeny. Problem w tym, że nie sposób mu cokolwiek udowodnić. Mimo że kilkakrotnie zeznawał na temat tej zbrodni, i wskazywał miejsce ukrycia ciała.
To była tylko jego gra. Podobnie, jak wyżej przytoczona opowieść o zabójstwie 15-latki z Kielc. To nie jest jedyna taka historia. W swoich zeznaniach Mariusz N. opowiadał barwnie i sugestywnie także o wielu innych niewyjaśnionych morderstwach w okolicach Sochaczewa i nie tylko. Zwykle ich sprawstwem obciążał znanych miejscowych przestępców.
Rzecz w tym, że niektóre z tych zdarzeń mogły rzeczywiście mieć miejsce. Do dziś jednak nie odnaleziono ciał zaginionych osób, ani też nie wskazano sprawców zbrodni. Czy może stać za nimi Mariusz N.? Na razie brak na to twardych dowodów.
Tymczasem w sierpniu 2016 roku pozyskałem informacje, które mogą pomóc w wyjaśnieniu sprawy zaginięcia Marzeny Cichockiej. Fundacja „Na Tropie”, którą kieruję, rozpoczęła wówczas poszukiwania, jednak musieliśmy je przerwać z niezależnych od nas przyczyn. Informacje o naszych działaniach przekazaliśmy śledczym z Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie.
Wskazaliśmy teren, gdzie być może znajdują się także zakopane ciała 6 – 7 innych osób, które zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Jak ustaliliśmy, mogą być tam pogrzebane między innymi młode kobiety pochodzące z byłego ZSRR, a także nastoletnie uciekinierki z różnych stron Polski. W tym 15-letnia Karolina z Kielc, o której tak barwnie opowiadał Mariusz N. O niektórych z tych zbrodni mówił także śledczym – zmieniając nieco fakty i miejsca ukrycia zwłok. Relacjonował jednak morderstwa w taki sposób, jakby był ich uczestnikiem.
Wkrótce opowiem o innej, brutalnej zbrodni dokonanej przez Mariusza N. Ten ohydny czyn został osądzony, ale czy należycie? To budzi nie tylko moje wątpliwości.
Janusz Szostak

PS. Imiona, nazwiska i pseudonimy zostały zmienione