Strona główna Bez kategorii KULTURA U NAS NIE JEST PROWINCJONALNA

KULTURA U NAS NIE JEST PROWINCJONALNA

76
0
PODZIEL SIĘ

Instytucje kulturalne w małych ośrodkach miejskich i gminach pomimo skromnych możliwości dają sobie doskonale radę. Wszystko zależy tu od pasji, zaangażowania i chęci pracy, gdyż finanse przeznaczane z gminnych budżetów, choć proporcjonalnie większe niż w dużych miastach, to i tak są skromne i raczej nie wystarczają na wszystkie pomysły. Animatorzy kultury muszą też pukać do drzwi sponsorów, a ci nie są rozrzutni.

– W małej miejscowości najczęściej jest jedna lub dwie placówki kultury, które mają za zadanie wypełnić całe zapotrzebowanie mieszkańców na rozrywkę. Musimy więc tak działać, by temu zadaniu sprostać jak najlepiej. To bardziej działalność opierająca się na pasji niż pieniądzach. Jednak jeśli się chce, to wszystko wychodzi – mówi jeden z pracowników kultury w gminie Brochów.
Samorządowcy w Brochowie są otwarci na inicjatywy i wspierają je w miarę możliwości. Co prawda postawiono na realizację kilku dużych imprez, ale za to ściągających tłumy nie tylko z terenu gminy, ale też całego powiatu i województwa mazowieckiego. To gwarantuje sukces i pozwala skutecznie promować gminę.
– To był mój pomysł, by zorganizować koncert „Lato w Brochowie”, który przyciąga nie tylko brochowian. Impreza odbyła się już dwa razy i okazała się trafiona. Co prawda przygotowanie jej to ogromne wyzwanie dla nas wszystkich w gminie, ale mam odpowiednich pracowników, którzy z zaangażowaniem potrafią to zrealizować – mówi Piotr Szymański, wójt gminy Brochów.

Pomysły same wpadają

W większości gminne ośrodki kultury, a niekiedy też gminne filie biblioteczne, wypełniają z powodzeniem funkcję ośrodków lokalnej kultury. Za niewielkie pieniądze potrafią zrealizować w roku kilka większych projektów i sporo ciekawych, mniejszych imprez. Niektóre gminne inicjatywy wychodzą daleko poza swoje granice, przyciągając nie tylko mieszkańców powiatu, ale też i województwa. Duża w tym rola osób zajmujących się kulturą.
– Pomysły same przychodzą do głowy. Wpadają mi, nie wiem kiedy. Wiem, że w gminie nie ma innych ofert kulturalnych, więc staram się zaproponować coś ciekawego ludziom, aby nie musieli wyjeżdżać. Zresztą nie wszystkich na to stać. Jako gmina leżymy trochę na uboczu i dość daleko od nas do innych instytucji kulturalnych, takich jak kino czy teatr. Staramy się więc na miejscu wypełnić tę lukę i zaoferować mieszkańcom w miarę ciekawe pomysły – koncerty, spotkania, zabawy. Myślę, że nam to wychodzi – mówi Małgorzata Czubiel, instruktor w Gminnym Ośrodku Kultury w Iłowie.
Placówka ta, choć niewielka to organizuje bardzo wiele imprez, które przyciągają mieszkańców nie tylko z okolic Iłowa. Nie ma praktycznie miesiąca, aby coś w GOK się nie działo. Tradycyjnie gminne imprezy to powitanie wiosny, czyli Motocyklowa Marzanna, Dzień Otwartego Lasu, czy największy letni koncert Pożegnanie Lata, który odbywa się od prawie 20 lat, i ściąga kilka tysięcy widzów do Iłowa. Nową imprezą, która przyciągnęła mieszkańców całej gminy w 2016 roku, był Dzień Sołtysa. GOK w Iłowie zorganizował liczne konkursy, kiermasz i wiele atrakcji.
– Będziemy tę imprezę kontynuować, bo mieszkańcy tego chcą i bardzo nas chwalili. A pomysł na nią jakoś tak wypadł sam z siebie – mówi Waldemar Czubiel, dyrektor GOK w Iłowie.

Ważni są ludzie

Jednak nowe inicjatywy pojawiają się również spoza Ośrodka Kultury w Iłowie. Tu przoduje Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ziemi Iłowskiej, które stara się przyciągnąć mieszkańców imprezami w duchu patriotycznym i historycznym. Są to m.in. uroczyste obchody Narodowego Święta Niepodległości, Dni Rodziny, Rocznica Konstytucji 3 Maja.
W ubiegłym roku Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ziemi Iłowskiej z wielkim sukcesem zaproponowało I Festiwal Olenderski, w trakcie którego odbyły się warsztaty tradycyjnego rzemiosła oraz cieszące się ogromnym zainteresowaniem warzenie konfitur z buraka cukrowego według starej receptury. Inicjatywa ta – jak zapowiada jej twórca Andrzej Ciołkowski, prezes Stowarzyszenia – będzie kontynuowana.
– Chcemy przybliżać tradycje naszych terenów, a zwłaszcza olenderskich osadników, oraz zaznaczyć, że Iłów i okolice są bardzo ściśle związane z przeszłością Polski i tradycją. Tym samym chcemy zaznaczyć, że nie jesteśmy na uboczu i też u nas dzieje się coś, na co warto zwrócić uwagę – dodaje Wanda Dragan, skarbnik Stowarzyszenia.
W nowy okres zwiększonej aktywności wkroczyła Gminna Biblioteka Publiczna w Iłowie, która po kapitalnym remoncie ma teraz większe możliwości organizowania imprez.
Na brak pomysłów pracowników kultury nie narzekają również w gminie Rybno.
– Wybór Alberta Szułczyńskiego na dyrektora Gminnej Biblioteki Publicznej, to był jeden z moich najlepszych wyborów. Dzięki niemu gminna kultura bardzo odżyła, a środowisko lokalne mocno się zintegrowało i zaangażowało w różne inicjatywy – stwierdza z dumą Grzegorz Kropiak, wójt gminy Rybno.
– Na pewno nie jest nam łatwo organizować imprezy kulturalne. Problemem są głównie, jak wszędzie, fundusze. Staramy się jednak w miarę posiadanych możliwości realizować swoje pomysły. Nasza biblioteka to jedyna w gminie placówka kulturalna. Skupiamy się zatem nie tylko na czytelnictwie, ale też organizacji imprez dla mieszkańców gminy. Mamy świetny zespół pracowników, z którym wszystkie pomysły się udają. Co najważniejsze, to zawsze możemy liczyć naszych mieszkańców. Bardzo pomocni są w każdej sytuacji rodzice i cudowne są ich dzieciaki. Bez zaangażowania współpracowników oraz wsparcia mieszkańców gminy, nie osiągnęlibyśmy tego co mamy – mówi Ola Osińska, pracownik Gminnej Biblioteki Publicznej w Rybnie.
Mieszkańcy, zwłaszcza seniorzy chwalą Alberta Szułczyńskiego, człowieka wszechstronnego artystycznie, bo również muzyka i aktora, że biblioteka w Rybnie pod jego zarządem wprost kwitnie. I stała się ulubionym miejscem do spędzania czasu zarówno dorosłych, jak dzieci. Urzędujący prawie dwa lata dyrektor placówki postawił na rozwój środowiska seniorów. Powstał od podstaw Klub Seniora, który bardzo prężnie działa. Na jego bazie wyłonił się też chór. Ten zaś prowadzi Joanna Rolewska, pracownik biblioteki, znana ze wspaniałego głosu i zacięcia muzycznego. Powstał też dziecięcy zespół wokalny. Swój debiut miał 8 stycznia na koncercie „Leć kolędo, leć” w miejscowej parafii.
– Teraz zespół szykuje się do występu na Dzień Kobiet. Trwają już przygotowania i próby – dodaje Ola Osińska.
Bardzo aktywnie działają również Gminne Ośrodki Kultury w Młodzieszynie, Teresinie, Nowej Suchej i Kampinosie. Jak również tamtejsze gminne biblioteki. Każda z tych placówek od lat organizuje ciekawe warsztaty, kursy językowe oraz spektakle teatralne.

Stawiam na inicjatywę

– Mniejsze, gminne ośrodki kultury i mniejsze miasta wcale nie są gorsze w zapewnianiu swym mieszkańcom ofert kulturalnych. Potrzebny jest tylko dobry pomysł, ludzie, którzy go zrealizują i zapał twórczy. Jeśli to jest – to wszystko, co się zaplanuje wyjdzie. Jako szef Sochaczewskiego Centrum Kultury jestem otwarty na wszelkie propozycje i pomysły mieszkańców. Staram się nawet środowisko Sochaczewa i okolic zmobilizować do inicjatyw kulturalnych. Możliwości są praktycznie nieograniczone. Jedynym warunkiem, jaki stawiam to jest to, aby to co nam zaproponują nie było wulgarne, obrażające godność kogokolwiek, antypolskie i przeciwne Bogu. Reszta jest do akceptacji – mówi Artur Komorowski, dyrektor Sochaczewskiego Centrum Kultury.
Efekty takiego myślenia i działania są widoczne w Sochaczewie i nie tylko. Miastu przybyło wiele ciekawych wydarzeń artystycznych oraz imprez. Co więcej, SCK otwiera się na współpracę z okolicznymi gminami. Przejawia się to m.in. w promowaniu zespołów i solistów z gminnych ośrodków kultury i działających przy gminnych bibliotekach. Takim pomysłem było m.in. „Cafe z dreszczykiem”, muzyczno-teatralny projekt, do którego zaproszono lokalnych artystów z całego powiatu m.in. jedną z głównych ról zagrał Albert Szułczyński, dyrektor biblioteki z Rybna.
Choć Sochaczew ma największe możliwości do realizowania pomysłów kulturalnych na terenie powiatu, to nie wyszłoby wiele z nich, gdyby nie sam dyrektor Komorowski, który stara się łączyć propozycje, miksować je i oferować coraz to nowe tematy. To przyciąga. Jednak, jak zaznacza dyrektor Komorowski, apetyt sochaczewian na kulturę rośnie z roku na rok i wymagania też. Nie wszystkie więc imprezy cieszą się równym powodzeniem. Są i takie, na które przybywa tylko garstka fanów.
Poza Sochaczewskim Centrum Kultury swój wkład w lokalną kulturę mają Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą oraz Muzeum Kolei, które przygotowują własną ofertę nie tylko ekspozycyjną, ale też imprezy tematyczne. Te trzy placówki, choć leżą na terenie powiatu sochaczewskiego, swym oddziaływaniem sięgają daleko poza swoje granice.
– Kultura, jak to się czasem mówi nieelegancko, prowincjonalna, nie jest u nas prowincjonalna. Wszystko zależy od ludzi i ich dobrego smaku, a ten wyrabia się uczestniczeniem w życiu kulturalnym – podsumowuje Artur Komorowski.

Bogumiła Nowak
Fot. Bogumiła Nowak