Strona główna Historia Krajobraz z przydroznym krzyżem

Krajobraz z przydroznym krzyżem

147
0
PODZIEL SIĘ
Na wędrowca czekał tam,
W tej kapliczce miał swój dom
I nadzieję dawał nam
I pociechę naszym dniom.
(Felicjan Andrzejczak – „Bezdomny Świątek”)
Pierwszą przydrożną figurę sfotografowałem wiele lat temu, wypuszczając się poza Rybno i Matyldów, gdzieś między sady i pola do miejsc, których nazw dziś nie pamiętam. Wtedy to uwagę moją przykuła drewniana figura świętego, którego nie umiem dziś zlokalizować. Od tamtej pory fotografowanie krzyży i kapliczek zaczęło nabierać znamion coraz częstszego nawyku.
Po jakimś czasie mijane miejsca zaczynają być rozpoznawalne, zaczynają faktycznie czekać na nas, jak na starych znajomych, a gdy jeszcze poświęcimy im chwile uwagi – zaczynają nieraz opowiadać swoje historie. Tyle ich, ile ludzkich intencji, próśb, żalu i wyrzutów sumienia, ale także śmierci niespodziewanej nagłej, żołnierskiej albo współczesnej pod kołami samochodu, lub za kierownicą.
Siła wyrazu krzyża tkwi w jego prostocie. Dlatego nie tylko chrześcijaństwo wpadło na pomysł wykorzystania go jako symbolu sacrum. Przecięcie się dwóch linii oznacza istnienie pewnego porządku, oddzielenia nieba i ziemi, nocy i dnia. Dla nas jest to znak śmierci Zbawiciela. Co znamienne, w czasach kiedy Chrystus stąpał po ziemi, śmierć na krzyżu uchodziła za hańbiącą. Ten zwyczaj zadawania okrutnej i bolesnej śmierci Rzymianie przejęli od Persów po wojnach punickich, i wtedy krzyż stał się napawającym trwogą narzędziem kaźni. Aż 400 lat musiało upłynąć od śmierci Jezusa, by stał się symbolem zbawienia.
Nie chcę przesadzać, ale liczba krzyży w Polsce wybija się prawdopodobnie na tle całej Europy. Stawiano je od kiedy przyjęliśmy chrzest i nadal się stawia, podczas gdy zachód Europy pogrąża się coraz bardziej w świeckości. Najpierw drewniane, potem kute i kamienne, proste, zakończone gałkami i rzeźbione… Ostatnio niestety coraz zwyklejsze i nijakie. Kto zliczy ich rodzaje?
Ile myśli, tyle krzyży
Tak jak formy są różne, tak i powody stawiania krzyży różne.
Krzyże misyjne – stawiane na pamiątkę misji, czyli nauk. Najwięcej ich występuje w pobliżu kościołów i ich widok jest już częsty. Znajdują się na nich daty misji.
Krzyże intencyjne. Te są wszędzie, nawet jeżeli intencja ulotniła się już wraz z duszą fundatora z ziemskiego padołu. Najczęściej intencją jest prośba, aby Bóg miał w opiece tych, którzy krzyż postawili, ich sąsiadów i domy, a nawet całą miejscowość. Tak zwane krzyże wotywne, lub dziękczynne mogą być też stawiane w podzięce za łaski, np. szczęśliwy powrót do domu, narodziny zdrowego dziecka, lub wyzdrowienie z ciężkiej choroby.
Szczególny rodzaj krzyża, także występujący w naszym powiecie, to tzw. karawaka – bardziej kojarzony pod nazwą krzyża cholerycznego lub morowego. Najbliżej Sochaczewa przy drodze w Adamowej Górze stoi właśnie jedna z takich karawak. Różni się od innych krzyży dodatkową poprzeczką, z których często wyższa jest krótsza. Są nawet takie, które mają trzy poprzeczki. Carawaca jest nazwą hiszpańską, gdyż tam, w XVI wieku w mieście o tej nazwie postawiono pierwsze takie krzyże. Krucyfiks o dwóch różnej długości ramionach mieli według legendy przynieść uwięzionemu kapłanowi aniołowie, gdy arabski władca z ciekawości nakazał mu odprawienie chrześcijańskiej mszy. Tak naprawdę jednak przywieźli go templariusze, pierwotnie zaś był łupem wojennym zdobytym przez króla Kastylii Ferdynanda III Świętego, podczas bitew z Maurami. W czasach późniejszych stał się amuletem, chroniącym przed chorobą, nagłą śmiercią i złodziejami. W Polsce pojawił się w pod koniec XVIII wieku i stawiano go na obszarach objętych zarazą, przez co rychło przyjął nazwę krzyża morowego lub cholerycznego.
Krzyż, wrośnięty w krajobraz polski nie tylko jest manifestacją uczuć religijnych, był także punktem orientacyjnym, drogowskazem, nieprzypadkowo często znajdującym się na rozstajach dróg. Mawiano: „za krzyżem skręcicie tam i tam”, „będzie to o dwie staje od krzyża” itp. Okazalszy mógł zwiastować, że oto za chwilę podróżny zajedzie do większej miejscowości, lub do folwarku szlachcica, który nie poskąpił wydatku na kamienny krzyż, będący wizytówką jego religii. Im więcej krzyży i kapliczek było na jego włościach, tym lepiej świadczyło to o jego pobożności.
Stare i tajemnicze
W Famułkach Brochowskich stoi w objęciach starego dębu krzyż słusznych rozmiarów, datujący się na 1907 rok. Przytwierdzono do niego odłamek płaskorzeźby, która sugerowałaby istnienie jakiejś starej kapliczki jeszcze przed nim, a może pochodzi z jakiejś zniszczonej płaskorzeźby z pobliskiego kościoła? Sędziwe drewno rozeschło się z biegiem czasu, ale jeszcze daje się odczytać wyrytą na nim inskrypcję: „Boże Wszechmogący, błogosław Polskiej Ziemi i zmiłuj się nad ludem w Tobie nadzieję pokładającym”.
Słońce prześwitywało przez liście dębu z zachodu, zza ramion krzyża, blaskiem rażąc w oczy, gdy usiłowałem się mu uważniej przyjrzeć. Znów doznanie niemal mistyczne, że człowiek nie powinien spoglądać zbyt śmiało na Ukrzyżowanego. Słońce zdaje się napominać: „Spuść człowiecze głowę, tu Bóg twój cierpi za twoje grzechy”.
Spoglądając w górę, pomyślałem, że kiedyś Wszechmogący chyba chętniej błogosławił temu ludowi z Polskiej Ziemi i zmiłował się nad nim 13 lat później, wybawiając z niewoli trzech orłów.
Znak żołnierskiej śmierci
W naszych okolicach liczny stał się jeszcze jeden rodzaj krzyży, których liczbę określiły dramatyczne wydarzenia, mające tu miejsce. Warto o nich napisać szerzej.
Historia nasza układała się chyba od zawsze w ten sposób, że przelewać musieliśmy krew w obronie swojej Ojczyzny. Tych, którym przytrafiła się śmierć, nierzadko z dala od domu i cmentarza, chowano naprędce przy najbliższym dukcie, a krzyż wyrosły w tym miejscu pozostawał na tą pamiątkę przez stulecia, pomimo, że po latach nieraz nikt już nie pamiętał, z jakiej przyczyny. Jadąc drogami powiatu widzimy zatem krzyże przydrożne, które są niczym innym jak dawną mogiłą, lub znakiem miejsca śmierci. Śmierć jednak śmierci nierówna, przynajmniej w oczach żyjących, którzy przechodzą obok. W przypadku młodego człowieka, żołnierza, który zginął za Ojczyznę, kapliczka lub krzyż upamiętniać ma jego ofiarę, nabiera wymiaru patriotycznego. Ponieważ na naszych terenach odbywało się w postaci Bitwy nad Bzurą preludium tragedii Narodu Polskiego, jakim była II Wojna Światowa, a wcześniej jeszcze kataklizm I Wojny Światowej, okolice usiane były i są wręcz setkami mogił.
Jeden z wielu takich krzyży dedykowanych stoi w przyległej już do Puszczy Kampinoskiej miejscowości – Strojec. Napis na nim głosi: „Poległym za Ojczyznę przez K.M.W w Strojcu rok 1939 K.M.W”. Nie jestem do końca pewien, czy właściwie odszyfrowałem skrót jako Koło Młodzieży Wiejskiej. Tak zwani „wiciarze”, czyli członkowie Związku Młodzieży Wiejskiej działali od roku 1928, szerząc działalność oświatową i grupowali się w terenie w koła.
Wędrując po sochaczewskiej ziemi, nie wyobrażam sobie braku tych małych przyczółków ludzkiej wiary. Nierzadko, gdy zatrzymuję się na chwilę przy nich, pojawia się nagle jakaś osoba i widząc moje zainteresowanie, zaczyna życzliwą rozmowę. W prostych słowach toczy się jakaś opowieść o życiu, czasach dawnych lub niedawnych. Może sąsiedztwo świętej figury tak zbliża ludzi?
Radosław Jarosiński
Zdjęcia Radosław Jarosiński