Strona główna Kultura Całe moje życie wypełnione jest muzyką

Całe moje życie wypełnione jest muzyką

131
0
PODZIEL SIĘ

Z Piotrem Milczarkiem, muzykiem, wokalistą, śpiewakiem, nauczycielem śpiewu, dyrygentem oraz animatorem kultury rozmawia Bogumiła Nowak
 Czy jest jakaś piosenka, której Pan by nie zaśpiewał? Słuchając Pana różnorodnych wykonań ma się wrażenie, że takiej piosenki nie ma.
Są takie piosenki. To utwory, których jak uważam nie powinno się śpiewać, gdyż są już świetne w wykonaniu oryginalnym np. utwór zespołu Metallika „Nothing else matters” lub „Hotel California” zespołu The Eagles. Jest też utwór „Bad” Michaela Jacksona. Śpiewają go wszyscy, którzy mają na to ochotę, ale zazwyczaj z bardzo słabym efektem. Jackson śpiewał tak znakomicie, że ryzykownie jest sięgać po repertuar Króla Popu. Choć oczywiście ludzie chcą śpiewać „Bad” i śpiewają.
Osobiście zdecydowanie wolę śpiewać po polsku. Oczywiście bywa, że trafiają mi się piosenki w innych językach. Czego mogę w języku polskim nie zaśpiewać? Praktycznie nie ma takich piosenek, których nie dałbym rady zaśpiewać.
No właśnie, obraca się Pan w tak różnym i bogatym repertuarze, że trudno wyobrazić sobie, że czegoś nie potrafiłby Pan zaśpiewać…
Owszem jest „Jaskółka” Stana Borysa. Tylko „Jaskółki” nie podjąłbym się publicznie zaśpiewać. „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena również. Prywatnie zdarza mi się, ale publicznie nie chcę próbować. To doskonałe w oryginalnym wykonaniu utwory pod każdym względem. „Jaskółki” nigdy publicznie nie śpiewałem i nie mam ochoty tego robić. To bardzo mocny i trudny utwór. Trzeba w nim pokazać wokalne możliwości, co nie jest takie łatwe. Jeśli jednak byłaby taka potrzeba, to przy odrobinie uporu i pracy sądzę, że dałbym radę. Póki co, nie ma jakoś większego zapotrzebowania na tę piosenkę.
Obecnie przygotowuję program poezji śpiewanej. 22 marca w Sochaczewie, w Kramnicach Miejskich odbędzie się koncert poświęcony poezji, tym samym wypełniony utworami tego gatunku. W programie pojawią się nastrojowe piosenki Marka Grechuty, Grzegorza Turnaua, Starego Dobrego Małżeństwa, Dżemu, Perfectu, a także Lady Punk. To będzie dość wszechstronny repertuar, ale mam nadzieję, że trafi do wszystkich i spodoba się.
A jak odkrył Pan w sobie pasję do śpiewania i wybrał swą życiową drogę? Kiedy się ona pojawiła, bo przecież kiedyś był ten początek.
Od dziecka uczęszczałem do szkoły muzycznej, w której uczyłem się gry na różnych instrumentach. Pasja do śpiewania pojawiła się w szkole średniej. Zacząłem chodzić w Sochaczewie na dodatkowe zajęcia ze śpiewu klasycznego. Później, jako student Akademii Muzycznej, przez cztery lata miałem takie zajęcia ze świetnymi wokalistami klasycznymi. Można powiedzieć, że to prawdziwe gwiazdy polskiej opery.
Nie uczyłem się nigdy śpiewania rozrywkowego, a wyłącznie klasycznego. Jednak jednocześnie z nauką w szkole muzycznej muzyki klasycznej, grałem niemal od zawsze coś dla siebie i śpiewałem sobie dla przyjemności. Na początku była to próba śpiewania utworów Jacka Kaczmarskiego. Uwielbiałem go. Jak również Gintrowskiego. Zbierałem ich płyty i mnóstwo tego repertuaru śpiewałem, będąc jeszcze w szkole średniej. Ale nigdy i nigdzie tych utworów nie pokazywałem, wykonywałem je tylko dla siebie.
W pewnym momencie przełamał się Pan i spróbował…
Owszem, zacząłem śpiewać na imprezach zarobkowo. To były wesela, jakieś bale. Wykonywałem tam muzykę rozrywkową. To trochę inny sposób śpiewania od klasycznego. Odbywa się to trochę inaczej, choć podstawa muzyczna jest ta sama. Początki są te same – właściwy oddech, dobra emisja, odpowiednia dykcja. Te podstawy wyniosłem ze szkoły muzycznej. Ta wiedza bardzo mi pomogła później, kiedy zacząłem śpiewać rozrywkowo – ponad 20 lat temu. Emisja klasyczna z kolei towarzyszy mi od 30 lat.
To nie do uwierzenia, wygląda Pan tak młodo, a jednocześnie jest Pan osobą tak zaawansowaną twórczo. Ma tyle życiowej energii i werwy.
To dlatego, że przebywam dużo z młodzieżą i dziećmi, to pewnie stąd się to bierze. Czerpię od nich wiele, ale myślę, że też im wiele z siebie daję.
Czy ma Pan jakiegoś ulubionego, bliskiego twórczo wykonawcę, jak również gatunek muzyczny?
Mam w sumie kilka ulubionych gatunków muzycznych i wykonawców, aczkolwiek słucham wszystkiego. Jednak ze względu na klasyczne przygotowanie, to właśnie muzykę klasyczną odczuwam jako tę szczególnie ulubioną. Na przykład bułgarscy i rosyjscy kompozytorzy. Uwielbiam bardzo muzykę Amadeusza Mozarta, Jana Sebastiana Bacha, polski barok, austriacki klasycyzm, włoski renesans, ale również muzykę średniowieczną.
No to mnie Pan zaskoczył, bo rzadko kto zna i ceni sobie te średniowieczne kompozycje.
To była wtedy muzyka jednogłosowa lub dwugłosowa. Szerzej znana jako chorał gregoriański. Ja tę niezwykłą muzykę odkryłem dopiero na studiach. Mieliśmy wtedy zajęcia właśnie z emisji głosu, takie bardziej teoretyczne. Wówczas sędziwy już profesor Józef Bok wpajał nam, że najlepszą do nauki dla zespołu wokalnego lub chóru jest nauka monodii średniowiecznej czyli chorału gregoriańskiego. Zaskakująco jest tego słuchać, gdy zdamy sobie sprawę, że cała ta muzyka oparta jest na jednym głosie i bez żadnego instrumentu. Nie ma żadnej harmonii, tylko jedna linia melodyczna. I to jest niesamowite. Po kilkuset latach dodane zostały kolejne głosy i tak powstała wielogłosowość, która rozwinęła się w renesansie. To muzyka o niezwykłej duchowości i ogromnej mocy.
Natomiast z muzyki rozrywkowej mam takie zespoły światowej sławy, które bardzo lubię, jak U2, Kings of Leon, Depeche Mode. Również angielską muzykę elektroniczną. Uwielbiam także Coldplay, która zresztą w tym roku będzie koncertować w Polsce, w Warszawie.
Wybiera się pewnie Pan na ich koncert?
Oczywiście, że będę. Wreszcie mam czas w tym roku. Zawsze dotąd, jak koncertowały jakieś dobre zespoły w Polsce, byłem zajęty, bo pracowałem. W tym roku dostałem bilet od swojej żony na Gwiazdkę i wybieram się właśnie na czerwcowy koncert Coldplay. Muszę iść, koniecznie. Lubię też Boba Dylana. Mam takie momenty, że słucham jakichś utworów lub wykonawcy powiedzmy przez pół roku.
A potem zmiana?
Tak, i to czasem diametralna w stylu i w wykonawcy. Na przykład lubię słuchać Astora Piazzolli, najlepszego w komponowaniu tang argentyńskich i słucham go z ogromną pasją. Człowiek czasem się zapętli i tak już jest. Mam sporo płyt starych, polskich wykonawców, do których chętnie wracam i słucham ich godzinami. Na przykład ostatnio odkrywam Andrzeja Zauchę. Niesamowicie śpiewał, i nie wiem, czy był lepszy w Polsce wokalista niż on. Słucham i porównuję go do Grechuty i Niemena. Ten ostatni był również świetny, ale zdecydowanie inny brzmieniowo. Był trudniejszy do zrozumienia i odbioru. Niemen komponował świetną muzykę i znany był z licznych eksperymentów. Śpiewał na różnych tonach, bardzo nisko i bardzo wysoko, stosując liczne ozdobniki, co na tamte czasy, kiedy tworzył, było bardzo niezwykłe i nowoczesne.
Jeśli zaś chodzi o Zauchę, to odkrywam w nim takie smaczki, takie drobnostki w wykonaniu. Śpiewał on niezwykle perfekcyjnie. Jeżdżę dużo samochodem i wtedy najwięcej mam czasu na słuchanie muzyki, dlatego na trasę zwykle zabieram sporo najróżniejszych płyt. To między innymi taka możliwość krótkiego relaksu.
No właśnie, ma Pan tak szczelnie wypełniony pracą niemal każdy dzień. Czy nie cierpi na tym rodzina, czy udaje się znaleźć dla niej czas?
Rzeczywiście, trochę moja rodzina na tym cierpi i moje dzieci. Mam dwóch synów i troszkę narzekają, że za mało mają taty w domu. Czasem trafia się tak, że w niektóre tygodnie jest więcej pracy, a w niektóre mniej. Więc kiedy trafi się więcej luzu, poświęcam wolne chwile całkowicie synom. Nadrabiam wtedy zaległości spowodowane nieobecnością w domu i nadmiarem pracy. Jeździmy sobie po placach zabaw, po basenach, bajlandiach, gramy wspólnie w jakieś gry, a nawet śpiewamy sobie.
Czy synów też pociąga śpiewanie, tak jak Pana?
Troszkę tak, chociaż nie chcą tego do końca ujawniać. Podejrzewam, że trochę wstydzą się przy mnie.
Pan chyba jednak nie napiera, by poszli w pańskie ślady?
Nie, absolutnie. To ich własny wybór, czy będą w przyszłości chcieli śpiewać. To powinno wypływać z ich naturalnych potrzeb. Zresztą dzisiaj nie wiem, czy chciałbym ich posyłać do szkoły muzycznej. To bardzo duże obciążenie psychiczne i czasowe. Nie wiem, czy nie lepsze byłoby takie punktowe uczenie się, na przykład nauka gry na jakimś konkretnym instrumencie, czy nauka śpiewu. Wybrane właśnie działy punktowo, niż takie całościowe kształcenie, jakie narzuca program szkoły muzycznej. Chyba, że rzeczywiście, któreś z moich dzieci będzie chciało iść do szkoły muzycznej, to wtedy będę dopingował. Ale z doświadczenia wiem, że to wielkie obciążenie i chciałbym im tego zaoszczędzić.
Ma Pan świetny głos, jednocześnie mocny i bardzo ciepły. Nie wybrał jednak drogi artystycznej jako solista, a zdecydował się na edukowanie młodych talentów. Co zdecydowało o Pana wyborze, by uczyć śpiewu?
W pewnym sensie długo dojrzewałem do tej decyzji. Jednak z drugiej strony cały czas w jakimś stopniu występuję i śpiewam. Może to nie jest aż tak duża scena, nie jakieś tam festiwale, ale śpiewam. Nigdy nie brałem udziału w dużych festiwalach i konkursach muzyki rozrywkowej. Jakoś nie ciągnęło mnie do tego. Może dlatego, że przez lata wykonywałem muzykę klasyczną w Operze Kameralnej i w Operze Narodowej, gdzie brałem udział w różnych operach i koncertach. Powiem szczerze, że z potrzeby bycia na scenie już wyszedłem. Uważam, że nie ma nic większego niż wykonywanie muzyki klasycznej. Występowałem jako artysta w zespołach chóralnych, ale również zdarzało mi się wykonywać partie solowe. Śpiewanie operowe to tak wielka przyjemność i zupełnie niepowtarzalna, że muzyka rozrywkowa przy tym to „mały pikuś”. Muzyka klasyczna daje takie przeżycia i energię, której z niczym się nie da porównać. Na przykład wykonywanie „Requiem” Mozarta to przeżycie duchowe, metafizyczne, swoiste katharsis. Wielokrotnie przez kilkanaście lat śpiewałem na Festiwalach Mozartowskich w Warszawie. Bycie ze świetnymi muzykami i artystami na scenie to wielka przyjemność. Czy też utwory Bacha, które również przyszło mi wykonywać – kantaty, Weihnachtsoratorium lub Msza h-moll. Nie ma wspanialszych utworów. I powiem szczerze, że po czymś takim cała muzyka rozrywkowa nie istnieje, aczkolwiek fizycznie jest obecna, ale dla mnie nie jest już najważniejsza. Co prawda uczę muzyki rozrywkowej młodych ludzi, ale sam nadal pozostaję wierny klasyce.
Jako animator kultury przygotował Pan całą rzeszę młodych i zdolnych wykonawców. Kogo wśród tej grupy uważa Pan za swój powód do dumy?
Nie mam czegoś takiego, że wybieram najlepszego. Dla mnie każdy uczeń, który zostaje muzykiem i zaczyna śpiewać w sposób zawodowy jest powodem do dumy i moim osobistym sukcesem. Mam takich kilka osób, które dziś sprawdzają się jako wykonawcy. To między innymi Kamila Czuba, Ania Tomaszewska, Basia Gołębiowska – dziewczyna, która w ubiegłym roku dostała się do szkoły wokalnej we Wrocławiu, wielki talent. Jest też Robert Święcki, który próbuje nagrywać swoje własne utwory. Piotr Zborowski, który założył swój własny zespół i który uczył się u mnie 8 lat, i wiele innych. To osoby, które pokazały już, co potrafią zrobić i jak śpiewać. Mają to wielkie pragnienie bycia blisko z muzyką, i to oni są dla mnie moim sukcesem i moją radością, że przekazałem im miłość do tej sztuki.
To samo dotyczy też małych dzieci. Jeśli dziecko ma 6-7 lat, nie chodzi do szkoły muzycznej i nagle pod wpływem moich zajęć pragnie do niej iść i kształcić się w tym kierunku, to też jest moim sukcesem.
A czy ma Pan jakieś marzenie, które chciałby jeszcze zrealizować?
W moim wieku, to raczej nie mam już marzeń, a cele do realizacji.
Więc jakie są pańskie cele?
Najważniejszym moim celem jest teraz zbudowanie domu dla całej rodziny. Synów mam już dwóch, drzewa już posadziłem, więc kolej teraz na dom. To bardzo trudne w obecnych czasach, ale wierzę, że na pewno mi się uda, bo mam wytyczony szlak. Byłoby szybciej, gdybym podjął dodatkową pracę. Jednak muszę na tyle mądrze gospodarować własnymi siłami i energią, by się całkowicie nie wypalić. Muszę sobie tę pracę umiejętnie dawkować, by móc długo pracować. To zawsze rozgrywa się wokół muzyki. Prowadzę nie tylko zajęcia z nauki śpiewu, ale też występuję publicznie, przygotowuję dzieci i młodzież do występów, prowadzę jako dyrygent chór, pracuję z osobami niepełnosprawnymi. Gram i śpiewam też zarobkowo na różnych imprezach. Czasem uczę w szkole. Tych zajęć naprawdę jest dużo.
Zatem czego można Panu, tak zapracowanej osobie, życzyć?
Chyba zdrowia, bym mógł jak najdłużej pracować i realizować siebie oraz wytyczone cele.
Tego Panu życzę, i oczywiście wybudowania wymarzonego domu dla rodziny. Dziękuję za rozmowę.