Strona główna Bez kategorii O mało nie zabiło go drzewo ! Nikt nie jest winny

O mało nie zabiło go drzewo ! Nikt nie jest winny

50
0
PODZIEL SIĘ
Według przepisów to zarządca drogi powinien wypłacić nam odszkodowanie za uszkodzenie samochodu, jeżeli doszło do tego z jego winy. Problem polega jednak na tym, że udowodnienie owej winy leży po stronie poszkodowanego. O tym jak jest to trudne, i jak zarządca drogi chwyta się wszelkich możliwych sposobów, aby wywinąć się od płacenia odszkodowania, przekonał się jeden z naszych czytelników.
 – Choć od wypadku minęły już trzy miesiące, to wciąż mam wrażenie, jakby to było wczoraj. Było około godziny 1.20, 12 października, gdy wracałem z pracy z Sochaczewa do domu. Jechałem wolno, bo była mżawka. Gdy przejeżdżałem obok lasu w Sarnowie, nagle zauważyłem leżące w poprzek drogi zwalone drzewo. W ostatniej chwili udało mi się zahamować. Wpadłem w lekki poślizg, który obrócił samochód bokiem. Tylko dzięki temu jeden z konarów zamiast wpaść do środka auta, tylko o nie zahaczył. Gdyby nie to, już bym nie żył. A tak skończyło się na uszkodzeniu samochodu i kilkudniowym zwolnieniu lekarskim – wspomina pan Łukasz. Na miejsce wypadku przyjechała policja i straż, która usunęła zwalone drzewo.
Właściciel poszukiwany
Jak mówi pan Łukasz, w tym czasie nie było wiatru, który mógłby przewrócić drzewo. Ono po prostu upadło, ponieważ były już tak chore, że nie miało nawet korzeni. Nasz rozmówca zauważył również wymalowaną na jego pniu liczbę dziewięć – co oznaczało, że było ono przeznaczone przez zarządcę drogi do wycinki, gdyż zagrażało bezpieczeństwu w ruchu drogowym. Jednak ustalenie właściciel drzewa, choć z pozoru wydawało się to proste, okazało się nie lada wyzwaniem.
Próbowano to ustalić 20 października. Wtedy na miejscu wypadku odbyła się wizja lokalna, na którą – oprócz pana Łukasza – przybyli także przedstawiciele Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich Rejon Drogowy Gostynin – Płock oraz wysłannicy Nadleśnictwa Radziwiłłów, do którego należy las w Sarnowie.
Przedstawiciele MZDW – jak wynika z notatki sporządzonej przez Jadwigę Feliniak, kierownika oddziału drogowego MZDW w Sannikach – przedstawili mapę projektową dotyczącą przebudowy drogi. Wynikało z niej, że jakoby drzewo rosło poza pasem drogowym, a tym samym wina i wypłata odszkodowania leży po stronie Lasów Państwowych. Jednak ich przedstawiciel stwierdził, iż na podstawie takiej mapy nie może jednoznacznie stwierdzić, czy drzewo należało do nadleśnictwa czy MZDW. Aby to jednoznacznie określić, trzeba byłoby dokładnie sprawdzić plany nadleśnictwa. Na tym wizja się zakończyła.
Nie ma winnych
Na podstawie sporządzonej wówczas notatki służbowej. i przyjmując argumentację MZDW za pewnik, pan Łukasz wysłał do Nadleśnictwa Radziwiłłów wniosek o odszkodowanie.
Na odpowiedź czekał kilka tygodni. W końcu 10 listopada poinformowano go, że o zadośćuczynieniu ze strony Lasów Państwowych nie może być mowy, ponieważ: „(…) oględziny miejsca zdarzenia oraz weryfikacja granicy oddziałów 51 i 54 Leśnictwa Młodzieszyn z pasem drogowym drogi wojewódzkiej Wężyki – Sarnów (dokonana w oparciu o wykonany szkic geodezyjny) wykazała, że drzewo nr 9, które Pańskim zdaniem spowodowało szkodę w Pańskim mieniu, rosło w pasie drogowym, a nie na nieruchomości będącej w zarządzie Nadleśnictwa Radziwiłłów”. Co – jak podkreślono – oznacza, że nadleśnictwo nie ponosi żadnej odpowiedzialności za spowodowaną szkodę. A tym samym wina leży po stronie MZDW.
To z kolei spowodowało, że pan Łukasz wystąpił o wypłatę odszkodowania do firmy ubezpieczeniowej, w której Zarząd ma wykupioną polisę. Ta zaś – na początku grudnia – poinformowała go, że odmawia wypłaty, ponieważ nie została udowodniona wina MZDW. Dodano co prawda, że opisane okoliczności powstania szkody wskazują, iż do uszkodzenia pojazdu doszło w wyniku uderzenia w drzewo, ale: „z otrzymanych wyjaśnień oraz protokołu oględzin miejsca zdarzenia wynika, iż przedmiotowe drzewo znajdowało się poza pasem drogowym, za który odpowiada Ubezpieczony”.
Prośba o decyzję
Tymczasem, według naszych informacji, drzewo należało do MZDW. Otóż ten 8 sierpnia 2015 roku Zarząd wystąpił do wójta gminy Rybno z pismem o wydanie pozwolenia na wycinkę drzew rosnących w pasie drogowym drogi 577 – na odcinku przebiegającym przez teren gminy. Wśród wymienionych drzew znalazło się tam także to o numerze 9, które doprowadziło do uszkodzenia pojazdu pana Łukasza. Dodajmy, że wójt przychylił się do prośby MZDW i 4 września 2015 roku wydał decyzję zezwalającą na jego usunięcie (RGK.61311.40.2015).
Jakie było moje zdziwienie, kiedy pani Feliniak, gdy ją o tym poinformowałem, stwierdziła, że i owszem MZDW występowała do wójta o wycinkę drzew. Ale w przypadku drzewa numer 9 zrobiono to na prośbę Nadleśnictwa Radziwiłłów. Co według mnie jest mijaniem się z prawdą –   mówi pan Łukasz.
Próbowaliśmy się dowiedzieć, dlaczego MZDW przez ponad rok zwlekał z usunięciem drzewa, aż to w końcu samo się przewróciło, i o mało nie doprowadziło do śmierci pana Łukasza. Nie udało mam się tego wyjaśnić. W rozmowie z nami Jadwiga Feliniak stwierdziła, że drzewo nie należało do MZDW, i dlatego nie będzie się wypowiadała na ten temat.
Kropki i cyferki
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż, jeżeli MZDW twierdzi, że drzewo nie rosło w pasie drogowym, a na terenie Nadleśnictwa, to nie mogło występować w jego imieniu do wójta o zgodę na wycinkę. A to dlatego, że przepisy dotyczące wycinki lasów należących do Skarbu Państwa nie przewidują konieczności uzyskania pozwolenia od samorządu na jej dokonanie. Tymczasem teren za pasem drogowym w Sarnowie ujęty jest w planach jako las, czyli żadne pozwolenie nie było potrzebne.
Inaczej ma się sprawa, gdy drzewo należące do Lasów Państwowych rośnie na obszarze nie będącym lasem. W takiej sytuacji zezwolenia jest potrzebne. Z tym tylko, że musi o nie wystąpić Nadleśnictwo, a nie osoba trzecia – w tym przypadku MZDW. Innymi słowy, choć Zarząd nie chce się do tego przyznać, to drzewo należało do niego, i to na nim spoczywa odpowiedzialność dotyczącą pokrycia szkód.
Przemawia za tym jeszcze kolejna sprawa. Otóż drzewa przeznaczone do wycinki w przypadku innych instytucji niż Lasy Państwowe oznaczane są cyframi arabskimi. Natomiast w przypadku gospodarki leśnej drzewa przeznaczone do usunięcia oznacza się farbą, często pomarańczową bądź zaciosem. Dodatkowo w przypadku drzewostanów starszych, czyli cennych, a z takim mamy do czynienia w przypadku drzew w lesie w Sarnowie, na drzewach pojawiają się jeszcze dodatkowo niewielkie literki i cyfry rzymskie symbolizujące klasę jakości. Natomiast cyfry arabskie umieszcza się jedynie na tzw. drzewach matecznych – czyli drzewach najlepszej jakości wykorzystywanych do pozyskania leśnego materiału rozmnożeniowego, nasion na sadzonki. Takie drzewo posiada swój numer, który wpisany jest do Krajowego Rejestru Leśnego Materiału Podstawowego BNL. Dodatkowo na wysokości 1,5 metra umieszcza się na nim jasnozłotą opaskę o szerokość 5 centymetrów, a znajdujące się obok niego drzewa porównawcze – przeważnie cztery – oznacza się złotymi numerami indentyfikacyjnymi.
Natomiast duże czerwone cyfry arabskie – jak miało to miejsce w przypadku pechowego drzewa, które zniszczyło samochód panu Łukaszowi – stosowane są m.in. przez zarządców dróg przy oznaczaniu drzew rosnących w pasie drogowym i przeznaczonych do wycinki.
Jerzy Szostak
Podpis pod zdjęcie:
Tylko dużemu szczęściu można zawdzięczać, że uschnięte drzewo, które powinno być dawno wycięte, nie doprowadziło do śmierci pana Łukasza