Strona główna Kultura Nie marzenia a cele kierują mym życiem

Nie marzenia a cele kierują mym życiem

26
0
PODZIEL SIĘ
Z Joanną Rolewską, sopranistką i piosenkarką, wykonawczynią utworów Anny German rozmawia Bogumiła Nowak
 Jak zaczęła się Pani przygoda z piosenką?
To mama mnie nauczyła śpiewać. Śpiewam dzięki niej, bo to ona tak naprawdę pokazała mi to wszystko od początku, kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem. Mama mnie wysłała do szkoły muzycznej. Pokazała mi też pierwszy raz Annę German na nagraniach wraz z jej utworami. To dzięki mamie zakochałam się w tej artystce.
I to chyba była miłość od pierwszego wejrzenia?
Tak, to prawda, choć trochę czasu upłynęło, zanim na nią trafiłam i zaczęłam śpiewać jej piosenki. Miałam 12 lat, kiedy trafiłam pod skrzydła pani Małgosi Czubiel, do Gminnego Ośrodka Kultury w Iłowie. I tam zaśpiewałam pierwszy raz piosenkę innej gwiazdy piosenki, Ireny Jarockiej „Wymyśliłam cię”. Dzięki tej piosence zdobyłam swą pierwszą, konkursową nagrodę. Wtedy też pani Małgosia powiedziała: „Wiesz, co – ty chyba będziesz śpiewała German”. A ja na to mówię: „Jak to? Ja? German?”. Nie znałam jeszcze jej utworów poza znamiennym „Człowieczym losem”, który poznałam od mamy. Jednak wyszło tak, że wypadło na German. I myślę, że dzięki niej, właśnie Annie German i kobietom, które stawały na mojej drodze – mamie i pani Małgosi, jest dzisiaj tak, jak jest.
Czyli można powiedzieć, że te trzy kobiety przyniosły Pani szczęście w życiu?
Tak, z pewnością, bo robię to, co jest spełnieniem moich najszczerszych pragnień.
Z Anny German czerpie Pani nie tylko jej piosenki, ale też urodę, gdyż jest Pani bardzo podobna do tej gwiazdy. Również ma Pani podobny, piękny, aksamitny i jednocześnie mocny głos, podobną skalę sopranu…
Zdarza mi się słyszeć takie opinie na swój temat i mojego śpiewu, że jest on bardzo podobny do oryginału, a szczególnie od osób, które miały okazję znać tę wielką gwiazdę i bywać na jej koncertach. Nawet kiedyś usłyszałam, co wspominam do dziś z rozrzewnieniem, jak ktoś powiedział po koncercie: „Zmartwychwstała Anna German”. To dla mnie największy komplement, jaki kiedykolwiek dostałam. Nie spodziewałabym się nigdy, że tak zostanę doceniona, bo gdzie Anna German i ja? To wprost przerastało mnie i moje oczekiwania. Jest też największym wyzwaniem, by utrzymywać jej poziom wykonawczy, gdyż Anna była perfekcyjna w tym, co robiła…
Czy w repertuarze ma Pani jakiś jej utwór, który szczególnie lubi?
Lubię wszystkie jej utwory, bo każdy jest niezwykły. Ostatnio pozwolę sobie nieskromnie nadmienić, że wraz z Szymonem Kowalczykiem, z którym współpracuję od dwóch lat w duecie przy programie „Muzyka w kościele”, zaczęliśmy nagrywać płytę z utworami Anny German. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że sama będę zaskoczona perełkami, jakie wykopujemy niemalże spod ziemi, z jej repertuaru. Odświeżamy to i robimy zupełnie po swojemu, choć to cały czas są jej piosenki, śpiewane w jej duchu.
Z upływem czasu, jak wdrażam się w jej repertuar, to wiem dlaczego jest gwiazda Anny German. W każdej piosence świeci ona pełnym blaskiem i coś od niej się udziela. Nie wspomnę już o tym, że w tych utworach jest miłość, empatia, uczucie, czyli to, na czym ona opierała się tak mocno. W każdej piosence słychać tę miłość i w każdej piosence jest choćby wzmianka o miłości.
Moją ulubioną piosenką na dzisiaj jest „Nie ma takich słów”. Naprawdę bardzo mało znany utwór z jej repertuaru, ale jest po prostu tak zaczarowany… Świeże spojrzenie na ten utwór, na akompaniament, na interpretację powoduje, że słowo harmonia nabiera jeszcze większego znaczenia. Dlatego właśnie ten utwór jest najbliższy memu sercu.
Czy widziała Pani film o Annie German? Co prawda to trochę opowieść oparta na życiu tej artystki, ale nie zawsze zgodna z prawdą.
Oczywiście, że widziałam, bo jakże inaczej. Ten film pokazuje, jakie emocje nią miotały i przy okazji nie jednym widzem, który ten film obejrzał. Ten obraz pokazał jej osobowość. To była naprawdę wspaniała rzecz i wspaniały portret Anny German.
Czy jako wykonawczyni jej piosenek miała Pani okazję spotkać się z rodziną Anny German i poznać ich opinie o swoim śpiewie?
Nie, ale mój serdeczny przyjaciel zrobił mi kiedyś taki prezent, bo tylko on mógł wpaść na taki pomysł i zabrał mnie pierwszy raz na grób Anny German. Stanęłam tam i emocjonalnie po prostu rozbiłam się. Dla mnie to było tak silne przeżycie. Tam, na jej grobie są zawsze świeże kwiaty. Pan Zbyszek, jej mąż tak o to dba i czuwa. To była naprawdę wielka miłość. Takie uczucia rzadko się spotyka. Choć to starszy już człowiek, to cały czas pielęgnuje jej pamięć. Do dziś bardzo ciepło wypowiada się o swojej żonie.
Kiedy w 2015 roku występowałam w Teatrze Sabat Małgorzaty Potockiej, grałam jej rolę, to on pojawił się. Właśnie na premierze był pan Zbigniew Tucholski i powiedział, że to dla niego wielkie przeżycie. Nie chciał być na tej premierze, bo bał się, że za mocno to przeżyje. No, ale w końcu odważył się i poszedł na spektakl. Po tym powiedział, że to fantastyczna rzecz i bardzo dziękował, że mógł te piosenki ponownie usłyszeć.
I to w brzmieniu podobnym do oryginału…
Tak właśnie, to powiedział bardzo wzruszony, że piosenki na spektaklu ożywiły jego wspomnienia i ukochaną Annę.
Co uważa Pani za swój największy sukces do tej pory?
Mój największy sukces? To jest moje dziecko. To mój Natan jest moim największym sukcesem. Przyznam szczerze, że niestety bywają chwile i dni, kiedy wyjeżdżam z domu skoro świt i wracam bardzo późno w nocy. Staram się jednak, żeby zawsze budził się i widział, że jestem, że czuwam. Wszystko co robię, to z myślą o nim. Chcę, by był on ze mnie po prostu dumny. To mój cel – już nie marzenie.
W sumie można powiedzieć, że życiowe emocje ma Pani podobne, jak uwielbiana przez Panią gwiazda, gdyż ona też miała ukochanego syna.
To prawda, ale nie chciałabym tak jak ona mieć problemów ze zdrowiem. Ona walczyła niemal całe życie z chorobą i z bólem. Ja mam nadzieję, że w moim przypadku wszystko jest na dobrej drodze. Wszystko powoli zaczyna się klarować i oby tak było i tak zostało!
Podobno bardzo wiele w Pani życiu zmieniło się ostatnio.
Tak, właśnie miałam na myśli to, że zaczęłam pracować z Szymonem Kowalczykiem poza kościołem. Współpracujemy i oprócz satysfakcji, i stabilizacji, realizujemy się i poszerzamy własne horyzonty. A najfantastyczniejsze jest to, że śpiewam już parę ładnych lat, i nigdy nie spotkałam tak dobranego muzycznie człowieka, jak Szymon, i nigdy nie miałam okazji mieć tak doskonałego porozumienia przy pracy. Rozumiemy się wprost bez słów, wystarczy gest lub spojrzenie. I wiadomo, o co chodzi.
Nagrywa Pani z Szymonem płytę. Która to płyta w Pani życiu?
W sumie to pierwsza płyta profesjonalna, gdyż ta pierwsza, którą robiliśmy rok temu, to była taką „garażową”. Wtedy nakład miał raptem 200 sztuk. Była tam piosenka świąteczna, z musicalu, w sumie pięć utworów. Teraz zobaczymy, jak to wszystko nam wyjdzie.
Czyli teraz to poważna sprawa, poważne nagranie.
Tak, teraz robimy bardzo poważną rzecz, która wymaga od nas sporego poświęcenia i sporo wysiłku. Jednak myślę, że wszystko się uda. Oczywiście wszystko będzie z Anną German, bo ja jestem wierna swemu wyborowi!
Czy jakieś specjalnie wybrane utwory znajdą się na tej płycie?
To będą piosenki, które są najbardziej bliskie nam jako wykonawcom. To, co czujemy najbardziej. Na pewno znajdą się też utwory, które są najbardziej kojarzone z Anną German. Ale jakie będą, nie zdradzę, bo to niespodzianka. Chcę, by fani muzyki nabyli tę płytę, chcieli ją posiadać i jej słuchać.
Kiedy zatem premiera płyty?
Myślę, że w maju będzie wszystko gotowe i dopięte na ostatni guzik. Chcielibyśmy wtedy ruszyć z promocją.
A inne plany i zamierzenia?
Myślę, że wszystko się samo ułoży i wyklaruje. Uzbrajamy się w cierpliwość na każdej możliwie płaszczyźnie. Obecnie pracuję w bibliotece w Rybnie. Śpiewam tam z dziećmi i jest wspaniale. Staramy się wyedukować muzycznie nowe pokolenie. Niech rośnie i śpiewa nam. Poza pracą nad repertuarem Anny German współpracujemy nad programem „Muzyka w kościele”. To zatem głównie muzyka kościelna i trendy zgodne z liturgią. Poza tym robimy sporo klasyki, żeby o tym nie zapomnieć, by to było stale obecne w naszym repertuarze. To nie jest takie monotonne, jakby się wydawało.
A inny wykonawca? Ostatnio miałam okazję posłuchać Lady Gagi, która niekoniecznie kojarzy się najlepiej po tej modzie szaleństwa, kiedy zabłysła. Dla mnie jest ona mistrzynią śpiewania na żywo. Oddaje tak silnie emocje, jak rzadko który wykonawca. Ogromnie wzrusza. Myślę, że można słuchać różnych gatunków muzyki i albo ma się to „coś” bez względu na rodzaj utworu, albo nie. Jak w każdej dziedzinie zresztą.
Nie Pani jedna ma w Rybnie artystyczną duszę, bo również dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej ma muzyczną pasję?
To prawda. Myślę, że robimy powoli kroki, które może okażą się być milowymi, i będzie o nas, i naszej pracy jeszcze głośno. Choć, co prawda jesteśmy trochę na uboczu, to staramy się tworzyć kulturę najlepiej, jak potrafimy. Zapraszamy też ciekawych ludzi. Ostatnio był u nas aktor Klaudiusz Kaufmann, który podkładał głos do Zebry Marty w filmie „Madagaskar 3”. Fantastyczny gość i świetna zabawa była dla wszystkich, nie tylko dla dzieci.
Największe Pani marzenie do realizacji?
Ostatnio usłyszałam od Małgorzaty Godlewskiej, do której uczęszczam na lekcje, że w życiu nie powinno się mieć marzeń, tylko cele. Ja mam takie cele, które sobie wyznaczam i o których już wcześniej wspominałyśmy. Marzenia mogą kojarzyć się z tym, że brzmią nieco infantylnie. A tak mam wyznaczony cel, margines działania do zrealizowania. Zmierzam usilnie do tego, by wszystko wykonać, co sobie wytyczę.
Daje radę pokonywać te etapy dojścia do celu?
Póki co z odpowiednim wysiłkiem, tak. Co do dalszych celów myślę, że czas wszystko pokaże. Jak się zrealizuje jedno, to w głowie rodzi się kolejne pragnienie, które chce się realizować. To normalne w twórczym życiu. Póki co, chcemy na razie się skupić na płycie. Marzę też o tym, aby mieć stabilizację i było mi bezpiecznie i ciepło w moim własnym domu.
Jak spędza Pani wolny czas?
A co to takiego wolny czas? Nie mam go zupełnie. Inwestuję w siebie, by maksymalnie wykorzystać własne możliwości. Kiedy już się trafi choć odrobina czasu wolnego, poświęcam go Natanowi. Pragnę mu zrekompensować i choć w jakiejś części wynagrodzić moją obecność – podczas zawożenia go rano do szkoły i wieczornego mycia i pójścia spać, bo resztę dnia mnie nie ma z Nim.
Przez ten rok od koncertu w Sochaczewie w Kramnicach nieco się Pani zmieniła.
To prawda, ubyło mnie nieco, a zmotywował mnie do tego Dariusz Stachura, z którym odświeżyłam współpracę. Powiedział mi w lipcu ubiegłego roku po zejściu ze sceny: „Asieńko, wszystko jest naprawdę piękne, ale umówmy się, jak masz wychodzić na scenę i śpiewać, to wychodzisz śpiewać jako anioł i wyglądać, jak anioł”. Natanek też mnie do tego motywował i ciągle przypominał mi, co Darek mówił, gdyż był ze mną na tym koncercie. Motywacja swoją drogą – pęd i stres swoją. Dieta cud!
Zatem wsparcie i motywacja rodzinna na każdym kroku?
Jak najbardziej. Czuję ich oddech na karku cały czas. Bez rodziny niewiele bym osiągnęła. A tak, dostaję skrzydeł i rozwijam się. Zawodowo się układa i jak jeszcze dopasuje i ułoży prywatnie, to będzie idealnie. To wszystko, czego pragnę. Chciałabym za rok odwrócić się za siebie i móc powiedzieć, że to był dobry, przełomowy rok, że spełniają się moje pragnienia.
To dziękuję za rozmowę i życzę, by udało się Pani osiągnąć te wszystkie wytyczone cele.