Piątek, 1 Sierpnia 2014 Imieniny: Jarosława, Justyny, Nadziei

Szukaj w portalu sochaczewianin.pl:
Zaufała bezgranicznie lekarzom
07-08-2008 15:53

Babcia leżała w sochaczewskim szpitalu dwukrotnie. Pierwszy raz w okresie od 6 do12. maja.2008 r. W karcie informacyjnej leczenia szpitalnego napisano, jako rozpoznanie główne „przemijające zaburzenia krążenia mózgowego”. Przeprowadzone badania to min. USG jamy brzusznej – „wszystko w normie”. W stanie dobrym pacjentka została wypisana do domu.
Dalsza kontrola i leczenie ambulatoryjne. Następny pobyt to właśnie ten moim zdaniem miał decydujący wpływ na jej śmierć. W dniu 9 lipca br. wspólnie z mamą zadzwoniłam do babci jak się czuje (były to nasze rutynowe pytania po wyjściu ze szpitala). Już po rozmowie poznałyśmy, że coś jest nie tak. Powiedziała, że czuje się źle jest bardzo słaba, boli ją brzuch i żołądek, całą noc miała biegunkę. Zapytałam, czy wzięła leki, które miała przepisane ze szpitala i usłyszałam odpowiedź twierdzącą. Ponieważ, nie mieliśmy samochodu, aby dojechać do babci powiedzieliśmy jej, aby czekała a my dzwonimy po pogotowie.
Najpierw dzwoniła mama, dyspozytorka stwierdziła, że mamy zadzwonić do lekarza pierwszego kontaktu. Mama zadzwoniła do lekarza na telefon komórkowy, ale był w tym czasie daleko od Sochaczewa, powiedział, że przyśle w zastępstwie innego lekarza, aby babcia tak długo nie cierpiała. Po 5 minutach lekarz zadzwonił na telefon komórkowy mamy i prosił, aby jednak nadal dzwoniła po pogotowie. Nadmieniam, iż pani dyspozytorka była nieprzyjemna, pytała mamę, jak córka może dopuścić, aby matka w tym wieku sama mieszkała. Po utarczkach słownych z panią dyspozytor (pouczała mnie, że mam się nie unosić w czasie rozmowy, gdyż rozmowa jest nagrywana) oświadczyłam wtedy, że bardzo dobrze, bo jeśli babci się coś stanie, a pogotowie nie przyjedzie będzie można odtworzyć tę rozmowę. Pani dyspozytorka zmieniła ton i oznajmiła, że zadzwoni do babci i się dowie, co jej naprawdę jest.
Po kilku minutach pani dyspozytorka oddzwoniła i oznajmiła mi, że nie mam pojęcia, co babci jest, bo babcię boli tylko brzuch i miała rozwolnienie, ale że pogotowie wyśle. Zabrano babcię do szpitala z bólem brzucha, przy okazji okazało się, że babcia nie czuje nogi do kolana. Została w szpitalu na oddziale wewnętrznym od 9.lipca do15.lipca 2008 r. Dzwoniłam codziennie do babci do szpitala na telefon komórkowy i mama odwiedzała ją w szpitalu. Cały czas uskarża się na ból brzucha. Kiedy mama była u niej w niedzielę 13 lipca już wiedziała, że we wtorek wychodzi ze szpitala, chyba dwa dni przed wypisem dostała takich boleści, że mówiła nam, iż pielęgniarka dawała jej proszki przeciwbólowe, gdyż z bólu „gryzła prawie łóżko”. Powiedziałyśmy babci, aby przypomniała na obchodzie o tym fakcie lekarzowi. W dniu 15.lipca na obchodzie pani doktor poinformowała babcię, że wychodzi dzisiaj ze szpitala. Wtedy babcia powiedziała, że brzuch ją nadal boli czuje się źle, wtedy pani doktor powiedziała jej: „ W jakiej sytuacji pani mnie stawia?”. Babcia wtedy powiedziała, że chyba w dokumentach szpitalnych i z pogotowia miała napisane, na co powinno ją się leczyć, i pani doktor stwierdziła, że zrobi jej badania brzucha. W karcie informacyjnej (nie ma tego badania) i wydała babci skierowanie, aby zrobiła je sobie (USG tętnic kończyny dolnej i gastroskopię) po wyjściu ze szpitala.
Pytam się - dlaczego tych badań nie zrobiono w szpitalu? Wypis ze szpitala brzmi „w stanie dobrym wypisana ze szpitala”.
Babcię odebrała ze szpitala mama. Musiała ją prowadzić, gdyż o własnych siłach nie była w stanie iść. Mama tłumaczyła to sobie, że może jest tak źle, bo mało jadła, jest osłabiona dostawała kroplówki, brak świeżego powietrza. Jak będzie babcia w domu na pewno jej stan zdrowia się poprawi. Zaufała bezgranicznie lekarzom z oddziału wewnętrznego..
Na drugi dzień mama zadzwoniła do babci z samego rana, aby zapytać jak się czuje i jak spała. Było jeszcze gorzej. I znów mama zadzwoniła po pogotowie pani dyspozytor (tym razem milsza) karetkę wysłała. Panie „ratowniczki medyczne” (tu spierałabym się czy ratowniczki?) po przyjeździe stwierdziły, że stan babci nie jest aż taki zły, żeby zabierać ją do szpitala, dały zastrzyk przeciwbólowy kazały w razie bólu wziąć proszek przeciwbólowy zostawiając chorą w domu. Mama kilkakrotnie dzwoniła do babci do domu, ale telefonu już nie odbierała, stwierdziła, że zabrano ją widocznie do szpitala. Po obiedzie pojechała na izbę przyjęć i powiedziano jej, że takiej pacjentki nie ma. Mama pojechała do babci mieszkania. Okazało się, że babcia jest w bardzo złym stanie. W obawie o jej życie zabrała ją do naszego domu i ponownie zadzwoniła po pogotowie. Pani z pogotowia znów powiedziała, że może babcię lepiej zawieźć do ośrodka zdrowia, ale po stanowczym proteście mamy wysłała karetkę. Przyjechały znowu te same panie z „ratownictwa”, które były u babci w domu, dały zastrzyk przeciwbólowy i kiedy stwierdziły, że nie ma żadnej poprawy postanowiły, że trzeba zabrać ją do szpitala. Było to o godzinie 16.00. Dopiero po przywiezieniu do szpitala trwały badania, tak informowano mamę, około godziny 20.00 badał babcię chirurg dr Piotr Szenk i to on postawił właściwą diagnozę, (za co chcę Panu Doktorowi podziękować), on jako jedyny zbadał babcię i się zainteresował pacjentem. Następnego dnia przeprowadzono operację za 2 dni miała mieć następną. Tej już nie doczekała. Zmarła w ogromnych bólach. Doktor Szenk powiedział, że w tak ciężkim stanie chorego decydują godziny, a nawet minuty, ponieważ stan zdrowia jest bardzo ciężki.
Śmiem twierdzić, że jeżeli na oddziale wewnętrznym przeprowadzono by badania, na które pani doktor wypisała, przy wypisie babci skierowanie, a także panie z ratownictwa medycznego zabrały babcię od razu do szpitala moja babcia by żyła. Miała 73 lata, do ostatnich dni jeździła na rowerze, na spacery. A może dla pani doktor była już za stara? Najgorsze jest to, że babcia pracowała wiele lat na oddziale wewnętrznym, a właśnie tutaj nie udzielono jej fachowej opieki.
Nazwisko do wiadomości redakcji


(0 głosów)
  
komentarze (4)
Dodaj swoja opinię

Pseudonim:
Zarejestruj się tutaj

Komentarz:


* Przed dodaniem komentarza zapoznaj się z regulaminem

Vadim (gość) napisał(a):
2008-08-09 15:05:34
Dyrekcja

Hirek (gość) napisał(a):
2008-08-09 14:31:10
Jestem ciekaw, ilu pacjentów zmarło w sochaczewskim szpitalu od początku roku. Czy ktoś możę mi udzielić informacji na ten temat?

praktis (gość) napisał(a):
2008-08-08 11:20:57
Lekarz, który zachowuje się w ten sposób powinien być poddany chłoście. Faktem jest, że doktory (bo inaczej tego towarzystwa nazwać się nie da)szybko spisują starszych ludzi na straty. Nie chce im się nimi zajmować, bo z małych rent nie są w stanie się opłacić!

bobny (gość) napisał(a):
2008-08-07 17:07:32
Polskie realia :(

Reklamy